Łowienie na muchę i hol ryby

Połów na sztuczną muchę

Połów na sztuczną muchęDuża ryba na muchówce jest zawsze szczególnym przeżyciem. Łowienie na muchę nie jest szlachetniejsze czy trudniejsze niż inne rodzaje wędkarstwa, ale hol takim zestawem to już trudna próba.

Muchówka nie ustępuje podczas holu innym wędkom prawie w niczym. Na przykład, gdy ktoś się uprze, wędzisko muchowe można dostosować do połowu sandaczy, a wędzisko łososiowe do połowu karpi. Adaptacja kołowrotka ze sznurem muchowym do innego rodzaju łowienia jest już problematyczna! Sznur muchowy jest gruby i ociężały, a kołowrotek o ruchomej szpuli, z przełożeniem 1:1 pozwala przy jednym obrocie szpuli nawinąć tylko 15-25 cm sznura. Kołowrotki z przełożeniem i wyposażeniem automatycznym nie znalazły powszechnego zastosowania wśród muszkarzy. Są one bowiem za ciężkie do używanych przez nich lekkich wędek muchowych. Klasyczny kołowrotek muchowy daje się w prosty sposób przemontować zarówno dla wędkarzy prawo-, jak i leworęcznych. W pierwszych latach wędkarstwa muchowego, mniej więcej w końcu XVIII i początku XIX stulecia, łowiono z prądem na mokrą muchę, używając ciężkiego wędziska. Długość wędki na pstrąga wynosiła wtedy ponad 3 m. Miała najczęściej dwuręczną rękojeść, a masa jej dochodziła do 1 kg! Ciężkie i długie wędzisko, dotyczy to jeszcze dzisiejszych wędek używanych do połowu łososia, trudno jest trzymać przed sobą w ręku. Dlatego można, co i ja osobiście robię, trzymać wędkę wygodnie obok siebie, nawet chwytając ją poza uchwytem i w ten sposób pozwalać sztucznej muszce penetrować wodę.

Korbka

Przy takim sposobie łowienia kierujmy się następującą zasadą. Dla praworęcznych korbka powinna być umocowana z prawej strony, a dla leworęcznych z lewej (!), wyklucza to bowiem w pierwszych sekundach po braniu kontakt pędzącej korbki z naszą odzieżą. Podczas używania lekkich wędek nie ma to znaczenia, jest to tylko sprawa gustu. Ponieważ każdy, nawet najlżejszy hol jest dla mnie treningiem do forsownego holu, nawijam zawsze sznur prawą ręką. Przy montażu kołowrotka musimy zwrócić uwagę, aby sznur schodził koniecznie bezpośrednio z kołowrotka. Osłony sznura nie należy nigdy montować w tylnej części kołowrotka, ponieważ jej zadaniem jest chronienie sznura przed nieopatrznym wyciągnięciem go przez rzucającego, a nie funkcja hamująca. Niektórzy montując ją z tyłu, używają jej jako dodatkowego hamulca dla sznura. Przy braniu dwukilogramowego pstrąga, nacisk hamującego sznura z każdą chwilą wzrasta. Co przy przyponie 0,16 mm i wyciągniętym na 40 m sznurze grozi zerwaniem ryby.

Mamy już doskonale zmontowany zestaw. Opanowaliśmy technikę połowu. To znaczy korbka znajduje się z prawej, sznur schodzi bezpośrednio z kołowrotka i jest schludnie przeciągnięty przez przelotki, przypon, sznur główny i uzupełniający są w porządku, mucha jest mocno przywiązana i haczyk jest ostry – no to w drogę!

Troje rąk i oczu

Weźmy przykładowo taką scenę znad rzeki pstrągowej. Wędkarz muchowy stoi na brzegu w trawie, rzuca 15 m pod prąd rzeczny swoją suchą muszkę „Wickhams” i pozwala jej spływać. Dwa, cztery, osiem metrów płynie przynęta w kierunku domniemanej ryby, a nasz wędkarz zaczyna ściągać sznur. Nagłe uderzenie, branie pstrąga. Mamy tu przykład klasycznego problemu. Ryba siedzi na haku, sznur leży w trawie, wędkarz jedną ręką trzyma wędkę, drugą utrzymuje napięcie sznura, a „trzecią” z kolei nawija sznur… Ponadto jedno oko skierowane jest na rybę, drugie śledzi położenie sznura w trawie, a „trzecie” kontroluje manewr nawijania… Byłoby to cudowne, ale nasza anatomia nam na to nie pozwala. Co pozostaje do zrobienia?

Oto pierwsza zasada, nie wolno nam stać na sznurze. Zdarza się to często, ale można tego uniknąć. Przed rzutem należy dogodnie stanąć, a po jego wykonaniu nie poruszać nóg. Wszelkie niecierpliwe kroki są tu „surowo zabronione” – stoimy „na baczność”, jak w wojsku.

 

To przykazanie dla wędkarzy stojących na brzegu ma zastosowanie również dla łowiących w wodzie tylko wtedy, jeżeli używają tonącego sznura. Sploty sznura z butami rybackimi pod wodą są szczególnie wesołe – ale tyko dla widzów. Podczas stania w wodzie należy popuszczać sznur z lewej strony, zgodnie z kierunkiem prądu rzecznego. Uważać należy też, aby z tej strony nie mieć na spodniach czy kamizelce żadnych haczyków, zaczepów, bo te przyciągają magiczną siłą sznur do siebie.

A więc nie stoimy na sznurze. Następne pytanie, jaka weźmie ryba? Będzie ona duża, to przyciągnę ją ręką do brzegu i rozłożę jeszcze więcej sznura w trawie. Średnia sztuka potrafi przy ucieczce czy nagłym zwrocie wyciągnąć osiem metrów sznura, co pozwala już na hol przy pomocy kołowrotka. Nie jest to konieczność, ale dobre ćwiczenie przed holem dużych okazów.

Ryba na kołowrotku

Zakładamy, że pstrąg jest nieco większy i trzymamy go po zacięciu na wędce z wyczuciem. Często staje on wtedy tuż nad dnem i wyczekuje. Teraz można ostrożnym ruchem przycisnąć sznur jednym palcem do wędki, która w dalszym ciągu utrzymuje lekkie napięcie. Drugą ręką podkręcamy delikatnie sznur, tak żeby „rybę mieć na kołowrotku”. Teraz rozglądamy się jeszcze wokół siebie, badając teren i jego przeszkody (krzewy, gałęzie, drzewa, kamienie, głazy). Jeżeli wszystko jest w porządku, walka może się rozpoczynać. Tak byłoby idealnie, ale często pędzący pstrąg zabiera nam sznur rozciągnięty na trawie i do tego jeszcze dalsze dwadzieścia metrów z kołowrotka. Sznur rzuca się jak rozdrażniona „żmija” wyskakująca z trawy -oby nie doszło do splotu. Powinniśmy starać się go nakierowywać do prowadzącej przelotki i próbować lekko przyhamowywać. Aby zmniejszyć dystans między mną a rybą, idę w kierunku jej ucieczki. Im mniej sznura w wodzie, tym lepszy mam kontakt z rybą i tym większe są moje szanse, chociażby ze względu na cienki przypon. Już sama masa sznura muchowego w wodzie może spowodować zerwanie przyponu. Podczas holu kapitalnego tę-czaka lub łososia, ryb o ogromnej sile i szybkości, nie zawsze wystarcza nasze tempo w zwijaniu żyłki.

W takich momentach trzeba mimo wszystko dążyć do wybrania chociażby 15 cm sznura ręką. Nie da bowiem rady nasz kołowrotek wyrównać wysnutego sznura. W tej sytuacji pomocne może okazać się kilka szybkich kroków w odpowiednim kierunku. Jeżeli nic to nie pomaga, to możemy jeszcze liczyć na nasz gruby sznur muchowy, który zamortyzuje rybie zapędy. Jak widzimy, duża średnica sznura muchowego przysparza nie tylko problemów, ale i przynosi korzyści.

Tego, jak się dana ryba zachowa, jaki przebieg będzie miał nasz hol, nie da się przewidzieć. Jedyna rada jest zawsze aktualna: nie pozwolić rybie wypocząć, zmusić ją do ciągłego ruchu, aż do utraty sił. Tylko wtedy można liczyć na udane lądowanie ryby.

Niestety, a może i na szczęście, nie zawsze udaje się nam pokonać rybę. Do dziś myślę o jednej walce, w której straciłem łososia. Po wzięciu mojej muchy popędził on z furią z prądem rzeki, osiemdziesiąt metrów przez poszerzenie koryta, następnie sto metrów nurtem w kierunku morza i w tym momencie zerwał mi cały sznur i podkład. Ile ważył, nie chcę wiedzieć. Podobną sytuację miałem w trakcie połowów w „Steelheadów” w Kanadzie. Po trudnym dojściu w szybkim prądzie rzecznym, udany rzut i branie. Następnie doskonałe zacięcie i ryba po uprzednim wyskoku z wody pognała wraz z nurtem rzecznym. Wspaniale, wszystko pod kontrolą. Ten rodzaj ryb znam, oceniam go na mniej więcej siedem kilo; po przebyciu około 50, 60 m najczęściej zatrzymują się. Ten jednak nie zna tej reguły i… 80 m, 100 m, 120 m… 150 m… koniec, więcej sznura już nie mam! Jak widzimy i tak może zakończyć się hol, gdy nic nie możemy zrobić. Jesienią w zeszłym roku przydeptując sznur zerwałem pokaźnego pstrąga. W tym przypadku można było coś zrobić. Nie róbcie tak jak ja, róbcie tak jak napisałem. I tylko bez paniki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *