Przynęty z miękkiego tworzywa sztucznego

Przynęty z miękkiego tworzywa sztucznego są przebojem ostatnich lat. I chociaż w ich ojczyźnie, Stanach Zjednoczonych, produkuje się je z myślą o łowieniu innych gatunków ryb, kolorowe gumki dość szybko opanowały europejski rynek wędkarski. Olivier Portrat omawia poszczególne rodzaje tych przynęt.

Wybór przynęt sztucznych z miękkiego tworzywa sztucznego jest dziś tak wielki, że nie ma już chyba wędkarza amatora, który potrafiłby się w tym wszystkim połapać. Nie dość, że po wejściu do sklepu można dostać oczopląsu, to jeszcze co miesiąc pojawiają się kolejne nowości, całkowicie zwariowane modele gumek. Prawda jest bowiem taka, że europejski rynek „trzęsących się przynęt” coraz bardziej upodabnia się do rynku amerykańskiego. W Europie tylko nieliczne firmy produkują przynęty sztuczne z miękkiego tworzywa sztucznego. Wielu importerów natomiast zapomina o tym, że oferowane na rynku amerykańskim gumki wykonuje się z myślą o tamtejszych wodach oraz gatunkach ryb. Przykładowo
to, co jest dobre na amerykańskie sandacze (walleyes) wcale nie musi od razu być rewelacyjnie skuteczne na europejskie sandacze.

Cztery grupy

Nagle może się okazać, że w olbrzymiej ofercie handlowej tylko kilka modeli gumek nadaje się do łowienia naszych drapieżników. Ważne jest więc, aby choć trochę orientować się w otaczającym nas „gąszczu” przynęt z miękkiego tworzywa sztucznego. Większość gumek można podzielić na cztery duże grupy. Są to: 1. klasyczne twistery, 2. imitacje ryb (shads i vitalas), 3. imitacje dżdżownic, jaszczurek i traszek oraz 4. przynęty egzotyczne, do których między innymi zaliczają się pływające imitacje ślimaków pomrowów, żab i tak modne ostatnio gumki flying lures. Wszytkie te grupy są oczywiście łowne także w Europie, pod warunkiem jednak, że wędkarz będzie dokładnie wiedział gdzie oraz jak łowić na poszczególne modele tych przynęt.

1. POJEDYNCZY OGONEK

W naszych szerokościach geograficznych twister z pojedynczym ogonkiem dość szybko awansował do grona klasyków i jest w ogóle jedną z bardziej ulubionych przynęt sztucznych. Trochę to dziwi, gdyż w USA przynęta ta wcale nie cieszy się zbytnią popularnością. Mało tego – wielu uznanych amerykańskich wędkarzy w ogóle nie łowi na „normalne” twistery!

Co kraj to obyczaj? Ależ skąd! Amerykanie doskonale wiedzą, jaka przynęta najbardziej „odpowiada” danemu gatunkowi ryb, które zamierzają akurat łowić. A przecież za oceanem „curl tail” (wijący się ogonek – przyp. tłum.) wymyślono pierwotnie do łowienia dorastających do niewielkich rozmiarów drapieżników z rodziny bassów słonecznych. Do łowienia walleye (amerykańskich sandaczy) tamtejsi wędkarze używają twisterów sporadycznie.

Czy przynęta na bassy słoneczne ma więc jakąś rację bytu w Europie? Na sandacze i okonie rzeczne – jak najbardziej! Praktyka już od dawna bowiem dowodzi, że sygnały wysyłane przez pracującego twistera jak najbardziej „pasują” do naszych wód oraz zamieszkujących je ryb. Tym samym mister twister stał się prawdziwym Europejczykiem.

2. IMITACJE RYB

W USA równie „niepopularne” jak twistery są także gumowe imitacje ryb. Shads’y spotyka się w sklepach jedynie okazjonalnie. Ze względu na swój charakterystyczny ogonek przynęta ta nazywana jest też niekiedy twisterem łopatkowym.

W USA najmniejsze modele rybek z miękkiego tworzywa sztucznego cieszą się uznaniem jedynie wędkarzy łowiących bassy słoneczne oraz walleye.

Większe modele o długości ponad 5 cm są kupowane tylko przez kolegów łowiących w morzu. Gumowe rybki są przeważnie imitacją aloz, ryb masowo występujących zarówno w wodzie słodkiej, słonej i słono-słodkiej, stanowiących główny pokarm tamtejszych drapieżników.

Gumowe imitacje ryb z ogonkami w kształcie łopatki także nie zdobyły zbyt dużej popularności w Ameryce.

W przypadku walleyes jest to dość zrozumiałe – ryby te osiągają dwa razy mniejsze rozmiary niż sandacze europejskie, a tym samym łowienie ich nie jest aż tak atrakcyjne i tylko nieliczni wędkarze nastawiają się na łowienie akurat tych drapieżników. Dziwi natomiast fakt, że przynęty te są tak rzadko używane do łowienia muskie oraz amerykańskich szczupaków (takich samych Esox lucius jak u nas). W Stanach Zjednoczonych drapieżnikom tym nikt jeszcze tak naprawdę nie dobrał się nigdy do skóry.

Pod tym względem amerykańscy wędkarze mogliby się wiele nauczyć od swoich europejskich kolegów. Z tej strony oceanu już od dawna wiadomo, że największe rozmiary shads są „zabójczą” przynętą na szczupaki. Przynęta ta jest szczególnie skuteczna, gdy łowi się na nią bez ołowianej główki i pozwala się jej tańczyć w toni wody.

Inna gumowa rybka o dźwięcznej nazwie vitala wywodzi się nie z USA, lecz z Francji. Przynęta ta w odróżnieniu od klasycznych ripperów wygina się na boki na całej długości swego korpusu.

Ta niewątpliwa zaleta jest także największą wadą tej przynęty – poprawne uzbrojenie oraz dalekie rzuty giętką vitalą nie należą do najłatwiejszych.

3. GUMOWE ROBAKI

Ryby biorą na robaki, to prawda znana jak świat. Okazuje się jednak, że w dobie masowej produkcji różnych tworzyw sztucznych, nawet robaki na ryby wcale nie muszą być prawdziwe.

Wielu Amerykanów jako jedyną przynętę zabiera ze sobą nad wodę jedynie gumowe imitacje rosówek, jaszczurek i traszek i koledzy ci raczej nie narzekają na słabe brania bassów wielkogębowych. Wytrawni łowcy drapieżników uważają, że miękka gumowa rosówka jest przynętą numer jeden na żarłoczne bassy. Imitacji rosówki nie zbroi się tak jak twistera – ołowianą główką z haczykiem, lecz specjalnymi systemikami haczykowymi (tzw. Texas rigs i Carolina rigs).

Dzięki takiemu uzbrojeniu przynęta nie jest niczym obciążona i bardzo naturalnie porusza się w wodzie.

Gumowe rosówki podaje się bassom przynajmniej na półmetrowych przyponach, aby drapieżnik bez trudu mógł „zassać” zdobycz do pyska. Ostrza haczyków (przeważnie dwóch) są lekko wbite w korpus przynęty, dzięki czemu możliwe jest spinningowanie nawet w bardzo zarośniętych miejscach.

A jak reagują na te przynęty okonie rzeczne, szczupaki i sandacze? Dla średniej wielkości okonia gumowa rosówka jest trochę za dużą zdobyczą, dla większego szczupaka drobną przekąską pomiędzy kolejnymi posiłkami, natomiast sandacze nie reagują na nią zbyt dobrze.

Jeżeli ktoś ma zamiar wybrać się na bassy wielkogębowe do Włoch, Hiszpanii lub Maroka, bez obaw może zabrać ze sobą tylko gumowe imitacje rosówek, jaszczurek i traszek. Okoniopstrągi dosłownie szaleją za tymi przynętami.

4. PRZYNĘTY EGZOTYCZNE

Obok klasyków istnieje też olbrzymia ilość „wynalazków” z miękkiego tworzywa sztucznego, wykonanych głównie z myślą o łowieniu w specyficznych warunkach. Idealnym przykładem jest tak zwany flying lure.

Przynęta ta przy opadaniu w wodzie „ślizga się” na boki lub do przodu, dzięki czemu „wchodzi” pod różne przeszkody i można nią łowić także tam, gdzie do tej pory nie udawało się dotrzeć żadną inną przynętą sztuczną.

W teksaskich jeziorach zaporowych, z setkami kilometrów skalistych tarasów brzegowych, „latający twister” jest oczywiście skuteczną przynętą, jednak w Europie Środkowej takie brzegi są raczej rzadkością.

Czy całe to zamieszanie z przynętami z miękkiego tworzywa sztucznego nie jest przypadkiem jedynie zwykłą paplaniną? Z całą pewnością nie. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że do dokładnego obłowienia małej okoniowej górki na środku jeziora lepsze są tradycyjne przynęty. Zadziwiającą pracą, a w zasadzie prowokującym tańcem w wodzie charakteryzują się slugs’y – przynęty wzorowane na ślimakach pomrowach.
Zbroi się je tylko jednym pojedynczym haczykiem i łowi bez żadnego obciążenia. Przynętę tę podciąga się lekko na kiju, nieznacznie przyspieszając na metrowych odcinkach.
Każdy spinningista od razu dostrzeże wszystkie właściwości slugsa – przez cały czas się wygina, zmienia kierunek płynięcia i podryguje w wodzie.
W momencie, gdy już prawie cała żyłka nawinięta jest na kołowrotek, slugs podryguje jeszcze prowokująco na powierzchni – słowem taniec, który tylko na nielicznych okoniach , szczupakach i bassach nie robi żadnego wrażenia. Na przynętę tę może oczywiście wziąć także sandacz. Ponieważ jed-
nak obciążenie nie wchodzi w rachubę (slugs przestaje dobrze pracować), a brania są słabo wyczuwalne bez kontaktu wzrokowego, zastosowanie tej przynęty ogranicza się raczej do łowisk o bardzo dużej przejrzystości wody oraz z dużą ilością zaczepów.
W sklepach wędkarskich coraz częściej można spotkać przynęty powierzchniowe wykonane z miękkich tworzyw sztucznych. Dużą popularnością cieszą się na przykład pływające imitacje żab. Przynęty te produkuje się głównie z myślą o łowieniu bez obciążenia szczupaków i bassów wielkogębowych w akwenach z dużą ilością zaczepów.
Po podczepieniu na początku przyponu małego ciężarka, gumowa żabka staje się doskonałą przynętą także na sandacze. Po opuszczeniu dociążonej przynęty na dno, pływająca żabka kołysze się w wodzie nad leżącym na dnie ciężarkiem. Przy każdym lekkim pociągnięciu żyłki, żaba schodzi jeszcze bliżej dna, natomiast podczas przerw w nawijaniu ponownie unosi się na długość przyponu do góry.
Dla sandaczy takie zachowanie się powoli prowadzonej przynęty jest niezwykle prowokujące.
Wadą spinningowania z ciężarkiem podciąganym po dnie jest to, że wędkarz nie czuje bezpośrednio brania.
Duża ilość pustych pobić oraz spinanie się niektórych ryb podczas holu sprawiają, że europejscy wędkarze używają pływających przynęt tylko do łowienia z powierzchni.

Tylna kotwiczka

Puste pobicie! Kolejny sandacz zaatakował moją gumową imitację ryby. Dlaczego ciągle nie mogę nic zaciąć? Czyżby duży pojedynczy haczyk sterczący z grzbietu przynęty znajdował się trochę za daleko od ogona? Postanawiam dowiązać do uszka haczyka krótki metalowy przypon, a do jego końca małą kotwiczkę i wbić jeden z jej grotów w sam koniec ogona mojego shadsa. Przeróbka ta w niczym nie pogorszyła pracy przynęty, a na efekty nie czekałem zbyt długo. Następne branie zacinam już bez pudła – sandacz zapiął się tylko na kotwiczce. Od tego dnia, dzięki dodatkowej kotwiczce zredukowałem puste brania do minimum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *