Europejski Młodzieżowy Obóz Wędkarski w Laponii

By | Listopad 17, 2017

Ku radości młodzieży z siedmiu krajów okazało się, że impreza ta stała się wielką wędkarską uroczystością.
Zatłoczony terminal lotniska. Nad głowami ludzi widać końce dwóch długich tub do transportowania wędzisk – Andreas i Carlsten przylecieli akurat z Dusseldorfu. Jest 23 lipca, lotnisko w Hamburgu jest punktem kontaktowym. -No chłopaki, najpierw napijemy się coli! Już po pierwszym łyku Carsten zaczyna opowiadać o sandaczach z Renu, Andreas przypomina sobie swoją najciekawszą przygodę z brzanami. Wiadomo – spotkali się wędkarze. Wkrótce dołącza do nas Lucas z Bad Bramstedt. Dyskusja wydaje się nie mieć końca. W godzinę później spotykamy trzech Bawarczyków – Thomasa, Jana i Floriana. Niemiecka grupa jest już w komplecie, możemy lecieć do Helsinek! Chłopcy mają od 13 do 16 lat i są oddani wędkarstwu bez reszty. Przez całą drogę dowcipkują, śmieją się, opowiadają swoje przygody, trochę się nawet przechwalają. Podróż ta jest nagrodą w wiosennym konkursie Blinkera. Organizację całego wędkarskiego obozu młodzieżowego przyjęła na siebie EFTTA.

Łowienie do momentu aż będzie ciemno

Po wylądowaniu w Helsinkach lecimy do Ivalo, największego miasta (5 tysięcy mieszkańców) na północy Laponii. Jesteśmy około 300 km na północ od koła polarnego. Po godzinie jazdy autokarem przez dziką przyrodę Laponii docieramy w końcu do młodzieżowego centrum Riutula w pobliżu miejscowości Inari. Dzikie zamieszanie przed recepcją, wynoszenie z autobusu całego sprzętu wędkarskiego i bagaży. 37 młodych pasjonatów wędkarstwa z Anglii, Francji, Włoch, Holandii, Norwegii, Finlandii i Niemiec lokuje się w końcu w swoich pokojach. Północ. W kuchni czeka na nas posiłek. -Chyba od razu pójdę łowić – głośno zastanawia się Florian z pełnymi ustami. – My też! Zapanowało ogólne podniecenie. W kilka minut później stoimy już ze spinningami nad wodą. Zaczął się tydzień łowienia do momentu aż będzie ciemno, choć o tej porze roku w Laponii w ogóle nie ma nocy. Nawet o północy jest dostatecznie widno, by bez problemu móc łowić na wędkę. Kilku Włochów początkowo przygląda nam się z pewnym niedowierzaniem, w końcu jednak i oni pojawiają się nad wodą ze sprzętem wędkarskim. Pierwsze arktyczne lipienie łapczywie rzucają się na maleńkie błystki obrotowe, natomiast maleńkie meszki bezlitośnie rzucają się na nas. Jesteśmy jednak dobrze przygotowani do walki z chmarami krwiożerczych owadów – moskitiery i środki ochronne w kremie oraz sprayu pozwalają nam skoncentrować się na łowieniu.

Kot na muchówkę

W pięć godzin później spotkaliśmy się przy śniadaniu. Wszystkich ogarnęła już gorączka łowienia ryb! Po oficjalnym przywitaniu od razu zaczęto realizować program spotkania. Najlepsi fińscy muszkarze demonstrowali techniki rzutów, pokazywali swoje ulubione węzły i przynęty, odpowiadali na zadawane pytania.

Po niecałej godzinie treningu Thomas i Jan przyglądają się z politowaniem mojej lince muchowej. Rzucałem irlandzką techniką „kick and rush”, Finowie posługiwali się o wiele subtelniejszą techniką. Swoje niesamowite umiejętności rzutowe zaprezentował nam Florian. W momencie, gdy zrobiłem sobie przerwę na papierosa, na naszej łące treningowej pojawił się kot.
– A teraz uważaj, złowię go na muchę. Tak też się stało. Florian pewnie ujął w dłonie zestaw muchowy (oczywiście bez przyponu i przynęty z haczykiem) i położył na łące pomarańczowy sznur tuż przed nosem zdziwionego kota. Przy trzecim lekkim podciągnięciu linki kocisko zwinnie zaatakowało intrygująco poruszającą się końcówkę sznura. Florian nie ukrywał dumy.
Przez następne dni chłopcy wędkowali w czterech różnonarodowościowych grupach. Wymieniali przynęty, sporo gestykulowali, często się śmiali. Pomagali sobie wzajemnie przy montowaniu zestawów oraz podbieraniu ryb. W rozmowach szlifowali swój język angielski. Ostatniego dnia pobytu wszyscy wymieniali adresy – wędkarstwo zbliża ludzi i to niezależnie od narodowości.

Piękno fińskich ryb

Złowiono oczywiście także sporo ryb – przeważnie lipienie (do 45 cm), kilka ładnych pstrągów (do półtora kilograma) oraz jedną piękną sieję. Każdy złowił przynajmniej po kilka ryb. Nie były to oczywiście żadne okazy, nie było ich też aż tak dużo. Dzikie fińskie salmonidy i lipienie są jednak tak piękne, że złowienie nawet jednej takiej ryby jest niezapomnianym przeżyciem. Skandynawowie ciągle jeszcze mają bardzo naturalne podejście do złowionych ryb. Demonstrowali więc zaproszonej młodzieży, jak należy poprawnie postępować z rybami i ja-k można na przykład upiec je w ognisku. Kilka ryb uwędzono, kilka sztuk trafiło do rąk naszej doskonalej obozowej kucharki.

Aby zapewnić ciągłą „dostawę” świeżych ryb do kuchni, fińscy fachowcy zademonstrowali młodzieży najskuteczniejsze techniki wędkarskie, jak: łowienie na zestaw bez kołowrotka, spinningowanie, trolling z downriggerem z motorówki, sztuczna mucha oraz wiązanie much. Młodzież chętnie uczyła się wszystkich tych dyscyplin, pogłębiała też, pod czujnym okiem skandynawskich instruktorów, zdobyte już wcześniej umiejętności.

Przekonywający nauczyciel

Najskuteczniejsza okazała się metoda spławikowa na białe i czerwone robaki. Nowoczesny trolling oraz muszkarstwo cieszyły się jednak znacznie większym zainteresowaniem. Entuzjazm i ambicja towarzyszyły pokazom wiązania much przez Erkki Norell’a. Bardziej przekonywającego nauczyciela trudno sobie wyobrazić. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdyż jeszcze podczas pobytu na obozie wielu chłopców złowiło swe pierwsze w życiu lipienie na samodzielnie zawiązane muchy.

Jedyna przedstawicielka płci pięknej, 13—letnia Lauren z Anglii, otrzymała ostatniego dnia pobytu nagrodę za najlepsze wiązanie much. Widać było, że wielu chłopców zazdrościło jej tej umiejętności. Niemiecka grupa także nie wróciła do domu z pustymi rękami. Andreas otrzymał nagrodę za łowienie na trolling, natomiast Jan został uznany przez skandynawskich instruktorów za zwycięzcę konkursu na najlepszego muszkarza. Wcale jednak nie dlatego, że złowili więcej ryb niż inni. „Nauczycieli” przekonało do podjęcia takiego werdyktu wzorowe i bardzo etyczne zachowanie się obydwu młodzieńców nad wodą. Carsten otrzymał nagrodę pocieszenia za niezamierzoną kąpiel w rzece. W pewnym momencie obsunął mu się spod nóg kamień, na którym stał i wpadł do wody. Po wieczornej saunie szybko zapomniał o swojej przygodzie.

Pierwsza ryba złowiona na muchę przez Thomasa także została nagrodzona. Była to piękna sieja, a pokonanie jej na delikatnym sprzęcie było dla ekspertów najlepszym dowodem dużych umiejętności wędkarskich chłopca. Florian stracił podczas holu rybę, która prawdopodobnie mogła być największą rybą złowioną przez uczestników obozu. Sądząc po tym, co ryba ta wyczyniała po zacięciu, był to pradziadek wszystkich lipieni w rzece! Lucas otrzymał nagrodę za wyjątkowe osiągnięcie sportowe. Po skończeniu łowienia na trolling usiadł do wioseł i przypłynął naszą łodzią do obozowej przystani. Świadomie nie uruchomił silnika, a przy okazji stał się największym „dowcipnisiem” zawodów. Gospodarze widząc, że płyniemy na wiosłach, wypłynęli nam na spotkanie i b.y ewentualnie pomóc, gdyż uważali, że zepsuł nam się silnik.

Ja natomiast zostałem nagrodzony za najbardziej niekonwencjonalne sterowanie łodzią. Pływając razem z Mikko i Tapio z fińskiej telewizji byłem tak zaaferowany pracą kamery i swoją ważną funkcją, że wpłynąłem łódką na mieliznę. Na szczęście nic poważnego nikomu się nie stało.

8 dni wspaniałej imprezy

Był także pożegnalny prezent od nas wszystkich dla naszych fińskich opiekunów – Erkki’ego i Mia. Ta sympatyczna para małżonków przyjęła na siebie większość obowiązków związanych z organizacją obozu. I trzeba przyznać, że doskonale wywiązała się z tego zadania.
Cały rok przygotowań, szukanie sponsorów, pokonywanie biurokratycznych barier zaowocowało wzorowym przygotowaniem całej imprezy.
Program ostatniego dnia obozu był bardzo atrakcyjny i urozmaicony. Zwiedziliśmy Inari, muzeum plenerowe, złożyliśmy też wizytę na farmie reniferów, gdzie między innymi uczyliśmy się rzucać lassem. Nasz fiński przewodnik oraz nauczyciele wędkarstwa także okazali się profesjonalistami. Przez cały czas zajmowali się gośćmi i robili wszystko, aby umilić nam pobyt. Dzięki temu na obozie panowała wspaniała atmosfera. Nie było ani jednej konfliktowej sytuacji czy niedomówień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *