Woblery do łowienia z wybrzeża morskiego

Woblery do łowienia z wybrzeża morskiego nie mają agresywnej akcji. Nawet podczas szybkiego prowadzenia leniwie kolebią się na boki, ale właśnie dzięki temu tak świetnie imitują tobiasze.
Uważam, że jest to jedno z piękniejszych doznań wędkarskich – po kilku godzinach łowienia z morskiej plaży nagle czujemy potężne szarpnięcie. Branie jest tak niespodziewane, że o mało nie wyrywa nam kija z ręki. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że w łowisku jest choćby jedna troć, a jednak srebrna morska torpeda pojawiła się nie wiadomo skąd i to akurat tam, gdzie nasza błystka samotnie zmierzała do brzegu. Czegoś takiego nie zapomina się do końca życia.
Na pełne piękna łowienie w Bałtyku może sobie pozwolić każdy. W niektórych krajach z wybrzeża morskiego łowi się za darmo, w innych należy wykupić specjalną licencję. Zezwolenie takie jest przeważnie bardzo tanie. Samo wędkarstwo morskie jest natomiast niezwykle proste – wystarczy tylko mieć kij, kołowrotek z żyłką, podbierak, kilka błystek i już można łowić. Jeżeli ktoś nie ma jeszcze w swoim pudełku łownych błystek, powinien najpierw udać się do sklepu wędkarskiego w dowolnej nadmorskiej miejscowości. Po wejściu do środka od razu dostaje się oczopląsu – setki trociowych przynęt, każda winnym kolorze, każda innego kształtu. Słowem wszystko, co rozsądnie myślący człowiek potrafi tylko sobie wyobrazić.

Cudowny wobler

Nie mogąc połapać się w tak olbrzymiej ofercie zwracamy się z prośbą o pomóc do sprzedawcy. Dowiadujemy się, że w morzu najbardziej skuteczne są błystki srebrno – zielone, srebrno – niebieskie, złote, miedziane i zielono – żółte. Kształt i masa przynęty oraz grubość blachy, z której została wykonana decydują o parametrach błystki. Niestety tych właściwości nie jesteśmy w stanie sprawdzić w sklepie. Nad wodą zwracamy przede wszystkim uwagę na zachowanie się przynęty w powietrzu. Próbujmy zawsze tak rzucać, aby błystka leciała w powietrzu jak strzała. Spokojnie szybująca błystka poleci znacznie dalej nawet od cięższej, ale za to fikającej w powietrzu koziołki błystki. Grubość blachy oraz kształt przynęty decydują o opadaniu w wodzie. Wiele modeli wahadłówek wspaniale obraca się na przykład wokół własnej osi opadając przy tym po skosie w dół. Dzięki temu trwa to znacznie dłużej zanim taka przynęta znajdzie się na głębokości, na której zdarzają się już zaczepy.

Bardzo możliwe, że w sklepie wędkarskim sprzedawca doradzi nam, abyśmy kupili, kilka modeli morskich woblerów. O tej przynęcie słyszeliśmy już tyle fascynujących opowieści, że od razu decydujemy się na jej kupno. Nad wodą przeżywamy jednak wielkie rozczarowanie. Żaden z drogich woblerów nie pracuje tak, jak tego oczekiwaliśmy. Trudno tu mówić o jakiekolwiek akcji, skoro przynęta ta leniwie kolebie się na boki i tak na dobrą sprawę to tylko „pomyka” w wodzie na szczytówce kija także nie widać pracy takiego woblera. Nie ma nawet porównania z dobrym szczupakowym woblerem, który przy każdym obrocie korbką wprowadza szczytówkę wędziska w rytmiczne drgania.

Znam wielu wędkarzy, którzy po kilku próbnych rzutach morskim woblerem byli tak rozczarowani, że już nigdy więcej nie dali tej przynęcie szansy, aby mogła udowodnić swą skuteczność. Pierwsze wrażenie jest niestety bardzo mylące. Niezwykle skuteczne woblery do łowienia w morzu wymyślono dość dawno temu, gdzieś na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie wiem kto i gdzie w Danii zaczął jako pierwszy łowić na tę przynętę, wiem natomiast na sto procent, że to właśnie Duńczycy wymyślili woblery do spinningowania z wybrzeża. Oczywiście te pierwsze woblery nie były tak gładkie, piękne i perfekcyjnie wykończone jak dzisiejsze przynęty. Z całą pewnością były jednak tak samo skuteczne.

Wywodzący się z wyspy Fionia model woblera o klasycznie żłobkowanej główce zyskał uznanie wędkarzy morskich na całym świecie. W Niemczech (przede wszystkim w Kilonii i Hamburgu) można było kupić te woblery już ponad dwadzieścia lat temu. Nawet w szkockich sklepach wędkarskich kilka razy widziałem już morskie woblery „made in Danmark”.

Dla producentów tych przynęt istotne są wszystkie parametry – masa woblera, objętość, szybkość tonięcia, zachowanie się podczas lotu w powietrzu, kolorystyka (możliwość obserwowania przez wędkarza) oraz praca w wodzie. Dwudziestogramowy wobler tonie znacznie wolniej niż dwudziestogramowa błystka wahadłowa, gdyż wyporny plastykowy lub drewniany korpus woblera w znacznym stopniu „równoważy” obciążenie własne tej przynęty (ołów w korpusie). Stosunkowo duża masa woblerów morskich w połączeniu z inną ich właściwością, a mianowicie wolnym tonięciem w wodzie, to niewątpliwie jedna z większych zalet tej przynęty.

Podczas spinningowania z plaży morskiej rzadko kiedy łowi się przecież w głębokich miejscach. Poza tym, dobrej jakości wobler ma tak dobrany kształt, aby zawsze idealnie leciał w powietrzu. Szwedzki „Gladsax” wygląda jak pocisk i leci jak pocisk. Wobler ten szybuje znacznie dalej niż jakakolwiek wahadłówka o tej samej masie.

Na woblera na wzrok

Po wpadnięciu do wody, wobler do łowienia w morzu opada na kilka metrów i początkowo traci się go z oczu. Jeżeli jednak ma on kolor czerwony, a poza tym stanowisko wędkarza znajduje się na jakimś podwyższeniu, powiedzmy na kamieniu, już po nawinięciu kilku metrów żyłki doskonale go widać i można śledzić każdy jego ruch. Podczas łowienia metodą na wzrok prawie zawsze udaje się zaobserwować rybę odprowadzającą woblera, a wtedy, poprzez odpowiednie poruszanie przynętą, często udaje się ją sprowokować do brania. Jest to bardzo relaksująca i niezwykle skuteczna metoda wędkowania, wymagająca jednak od wędkarza nie tylko wytrwałości, ale i ciągłej koncentracji.

Na koniec kilka słów o pracy morskich woblerów. Przynęty te nie mają sterów umożliwiających schodzenie na większą głębokość. Niewielka asymetria korpusu, często zupełnie niewidoczna gołym okiem, sprawia, że woblery poruszają się w wodzie lekko na boki. Przynęta ta przy każdym pociągnięciu żyłki (wędziskiem, korbką kołowrotka) kolebie się raz w jedną, raz w drugą stronę, czyli porusza się tak, jak większość zdrowych ryb.

Agresywne „drgawki” typowego woblera szczupakowego nie są dobrym punktem odniesienia przy ocenie pracy morskiego woblera.

Każdy wędkarz próbujący łowić trocie w morzu, prędzej czy później będzie miał okazję zaobserwować naturalne zachowanie się, niczym nie zaniepokojonych tobiaszy. Te małe ryby będące ulubionym pożywieniem troci, powinny być wzorem godnym naśladowania dla naszych woblerów. Tobiasze pływają dość „sztywno” i rzadko kiedy wyginają się na boki. Wypisz wymaluj, tak samo jak leniwie pomykający w wodzie wobler. Jeżeli ktoś łowi w morzu na agresywnie pracującą przynętę, a potem dziwi się, że nie ma brań, jest tylko i wyłącznie sam sobie winny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *