Łowienie z koszyczkiem zanętowym

By | Listopad 7, 2017

W wielu dziedzinach życia o sukcesie czasami decydują detale. To samo dotyczy także gruntowego łowienia ryb na zestaw z koszyczkiem zanętowym.
Łowienie na zestaw z telewizorkiem jest niezwykle proste i nawet początkujący wędkarz szybko zaczyna odnosić sukcesy. Jeżeli jednak ktoś wędkuje z telewizorkiem trochę dłużej, przeważnie zaczyna zastanawiać się, co zrobić, aby mieć jeszcze lepsze efekty i (owić ryby nawet w niezbyt sprzyjających warunkach. W wędkarstwie, podobnie jak w życiu, o sukcesach bardzo często decydują zwykłe detale. Wyobraźmy sobie na przykład, że łowimy w jakimś zbiorniku o bardzo silnej presji wędkarskiej. Tamtejsze ryby są bardzo ostrożne i z reguły starają się trzymać jak najdalej brzegu. Jeżeli mimo tego chcemy w dalszym ciągu je łowić, nie pozostaje nam nic innego, jak rzucać na odpowiednią odległość.

Możliwości są więc dwie – albo zdecydujemy się na cięższy koszyczek zanętowy, albo nawiniemy na kołowrotek cieńszą żyłkę. Osobiście skłaniam się do tego drugiego, bardziej finezyjnego rozwiązania. Współczesne żyłki wysokiej jakości mają przecież już taką wytrzymałość, że przed laty mogliśmy sobie tylko o tym pomarzyć.

Muszka i szczerbinka

Jeżeli chcemy w pełni wykorzystać wszystkie atuty techniki łowienia z koszyczkiem zanętowym w wodzie stojącej, musimy starać się rzucać możliwie dokładnie zawsze w to samo miejsce. Tylko wtedy zanęta i ryby skoncentrują się na stosunkowo małej powierzchni. Rzucanie za każdym razem na tę samą odległość i w tym samym kierunku nie jest aż takie trudne. Robimy to mniej więcej tak – podczas zwijania wędki bierzemy namiar na jakiś charakterystyczny punkt odniesienia na przeciwległym brzegu. Podobnie jak przy celowaniu z karabinu, gdy trzeba zgrać muszkę ze szczerbinką, ustawiamy wędzisko przed następnym rzutem na wybranym celu po drugiej stronie zbiornika i rzucamy idealnie na wprost. Kierunek będzie się wtedy zawsze zgadzał. Taką samą odległość zachowamy tylko wtedy, jeżeli po pierwszym rzucie zakleszczymy żyłkę w klipsie na szpuli kołowrotka lub zaciśniemy na nawiniętej na szpulę żyłce gumkę.

Po wykonaniu rzutu naprężamy żyłkę, abyśmy mogli na lekko wygiętej szczytówce bez trudu zauważać brania. Wyostrzanie żytki wcale nie jest taką łatwą czynnością, szczególnie gdy łowimy na bardzo dużą odległość.

Zatapianie żyłki

Po wykonaniu długiego rzutu żyłka wybrzusza się w powietrzu a następnie swobodnie układa na wodzie. Normalna żyłka tonie w wodzie bardzo powoli i jeżeli na dodatek jest jeszcze luźna, musimy ją trochę nawinąć na kołowrotek, dopóki szczytówka wędki nie znajdzie się w ustalonej już raz pozycji.

Zatapianie żyłki jest znacznie szybsze, jeżeli żyłka sama z siebie jest tonąca. Każda żyłka tonie w wodzie jeżeli jest dobrze odtłuszczona. Wystarczy ją więc przeciągnąć przez kawałek gąbki nasączony płynem do zmywania naczyń. Możemy też od razu kupić tonącą żyłkę (na przykład Milo lub Platil). Żyłka szybciej znajdzie się pod wodą jeżeli, podobnie jak podczas łowienia ze spławikiem przelotowym, zaraz po rzucie zanurzymy szczytówkę wędziska w wodzie i kilka razy pokręcimy korbką zatapiając żyłkę. Powinniśmy jednak robić to z wyczuciem, gdyż w przeciwnym razie zanęta zacznie nadmiernie wydostawać się z koszyczka. Korbką kręcimy bardzo powoli i staramy się utrzymywać lekki kontakt z opadającym w wodzie telewizorkiem. Po opadnięciu koszyczka na dno przeważnie wystarczy tylko boczne odłożenie kija na podpórki, aby żyłka odpowiednio się naprężyła.

Zwisająca żyłka

Zupełnie inaczej wygląda wędkowanie w chłodny zimowy dzień w kanale. O tej porze roku ryby są bardzo grymaśne i biorą niezwykle delikatnie. Brania są słabo widoczne nawet na najbardziej delikatnej szczytówce. Aby temu zaradzić, to znaczy lepiej spostrzegać delikatne skubnięcia, proponuję Wam następującą sztuczkę. Po zarzuceniu wędki nie naprężamy żyłki do końca, lecz pozwalamy jej tak zwisać, aby w powietrzu tworzyło się lekkie wybrzuszenie. Tego wybrzuszenia nie spuszczamy już więcej z oczu. Brania sygnalizowane są poprzez lekkie naprężenie lub poruszanie się zwisającej żyłki. Luźna żyłka jest najbardziej czułym ze wszystkich znanych mi sygnalizatorów brań. Na każde, nawet nieznaczne poruszenie się żyłki reagujemy natychmiastowym, dość energicznym zacięciem.

Pod prąd

Gdy po intensywnych opadach deszczu poziom wody w naszej rzece jest bardzo wysoki, a w związku z tym także o wiele szybszy nurt, większość wędkarzy zniechęca się trudnościami i rezygnuje z łowienia. A przecież akurat wtedy, po długotrwałych upałach, ryby przeważnie żerują jak oszalałe i biorą na wszystko, co im tylko przepływa przed pyskiem. Jeżeli chcemy odnosić sukcesy także przy wysokiej wodzie, musimy najpierw poradzić sobie z rwącym prądem. Dla nas, wędkarzy łowiących z gruntu z koszyczkiem zanętowym, oznacza to tylko jedno – musimy użyć obciążonego telewizorka. Jeżeli prąd wody jest na tyle silny, że nawet zastosowanie najcięższego modelu koszyczka zanętowego nie przynosi pożądanego efektu i telewizorek w dalszym ciągu jest znoszony przez nurt, to pozostaje nam tylko jedna możliwość – dodatkowe obciążenie koszyczka taśmą ołowianą.

W tym momencie pojawia się jednak niebezpieczeństwo przeciążenia żyłki oraz kija – w pewnym momencie koszyczek poleci po głośnym strzale żyłki tak daleko, że aż zniknie nam z oczu. Albo – i jest to jeszcze gorsza alternatywa – po kolejnym rzucie usłyszymy trzask i w ręku zostanie nam jedna część kija, natomiast druga zacznie się zsuwać po żyłce do wody. Obydwu tym „wypadkom przy pracy” możemy bez trudu zapobiec. Wystarczy tylko, że skorzystamy z kilku praw fizyki i będziemy łowić ze stosunkowo lekkim koszyczkiem zanętowym. Funkcjonuje to tak: po wykonaniu rzutu pozwalamy, właściwie za lekkiemu jak na tak silny prąd wody, koszyczkowi swobodnie opadać.

Wypuszczona żyłka

Obserwujemy przy tym żyłkę, która zaraz po wpadnięciu koszyczka do wody bardzo szybko schodzi ze szpuli kołowrotka. Moment opadnięcia koszyczka na dno widoczny jest jako krótkie „stop” w schodzeniu żyłki z kołowrotka. W tym momencie nie tylko nie zamykamy kabłąka i nie naprężamy żyłki, lecz postępujemy zupełnie na odwrót – wykonujemy przy otwartym kabłąku pewien rodzaj zacięcia w bok, a tym samym „zrzucamy” jeszcze więcej żyłki z kołowrotka. Dopiero wtedy zamykamy kabłąk i odkładamy wędkę możliwie prosto na podpórkach. Prąd wody sam zadba już o to, aby żyłka pomiędzy szczytówką kija a leżącym na dnie koszyczkiem utworzyła duże wybrzuszenie. I chociaż w wodzie znajduje się teraz więcej żyłki, niż gdyby była naprężona, napór prądu wody jest o wiele mniejszy. Przypuszczam, że przy luźnej żyłce prąd wody napiera głównie na środkową część wybrzuszenia, natomiast przy naprężonej żyłce oddziałuje na nią na całej jej długości. Dobry fizyk z pewnością lepiej by to wytłumaczył, chociaż nie zmienia to faktu, że metoda ta sprawdza się w praktyce i szczytówką wędki reaguje drganiami nawet na najbardziej delikatne brania ryb.

Podciąganie zestawu

Przykład: na początku ryby brały całkiem nieźle, jednak po jakimś czasie brania skończyły się jak nożem uciął. Totalne bezrybie! Nie pomaga zmiana przynęty ani intensywne donęcanie. Co robić? Zmieniać miejsce?
Na szczęście nie ma takiej potrzeby, gdyż łowiąc z koszyczkiem zanęto-wym możemy zastosować pewną sztuczkę. Nagłe poruszenie się przynęty w połączeniu ze zwiększonym smużeniem zanęty z koszyczka potrafi sprowokować do brań nawet najbardziej anemiczne ryby. Jeżeli po zarzuceniu zestawu nie ma przez jakiś czas brań, chwytamy za korbkę, wykonujemy dwa, trzy obroty i podciągamy trochę przynętę oraz koszyczek do siebie. Wędzisko powinno leżeć w tym czasie na podpórkach.
Ale uwaga! Przez cały czas i w chwilę potem trzymajmy drugą rękę na wędce. Bardzo często zdarza się bowiem, że po podciągnięciu zestawu branie następuje zaraz po skończeniu kręcenia korbką lub nawet w trakcie tej czynności. Jeżeli nie mamy brania od razu, manewr podciągania powtarzamy co kilka minut, dopóki nie wyciągniemy przynęty poza zanęcony obszar. Przykłady te są chyba najlepszym dowodem na to, że wędkarstwo gruntowe z koszyczkiem zanętowym nie jest tylko, jak nazywają to niektórzy złośliwcy, bezmyślnym wrzucaniem przynęty do wody, lecz pełną wyrafinowania i forteli sztuką.
Tym fortelom, ciągłemu myśleniu nad wodą, doświadczeni wędkarze łowiący z koszyczkiem zawdzięczają swoje sukcesy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *