Smak podanej przynęty decyduje czy zostanie ona wzięta przez rybę

Smak podanej przynęty decyduje ostatecznie o tym, czy zostanie ona wzięta przez rybę. Zmysł smaku jest ostatnią barierą między rybą a wędkarzem.

W celu stwierdzenia smaku danego pokarmu, ryba wciąga go do jamy gębowej. Smakowanie i ewentualne wyplucie -trwa ułamki sekundy. W moim laboratorium prowadziłem doświadczenia z okoniami mierząc ten czas stoperem. Potrzebują one 1/4 sekundy, aby stwierdzić przydatność pokarmu do spożycia.

Sandacze okazywały się jeszcze szybsze, natomiast pstrągi i sumy potrzebowały więcej czasu. Nie ma to jednak znaczenia w praktyce wędkarskiej, ponieważ do zauważenia brania i zacięcia potrzebujemy znacznie więcej czasu.

Gary Klein, znany w Ameryce łowca okoni, jest człowiekiem o niesamowicie szybkim refleksie. Przyznaje on mimo wszystko, że jest zbyt wolny, aby zaciąć, nawet gdy ryba bierze na jego własnych oczach. Czy pochwycony kąsek zostanie przez rybę połknięty, czy też natychmiast wypluty, zależy od błyskawicznej kontroli chemicznej organu zmysłowego, chroniącego ryby przed pomyłkami. Zmysł smaku decydujący o przydatności przynęty do spożycia, stanowi zatem między
wędkarzem a rybą ostatnią barierę, którą wędkarz powinien starać się pokonać. Większość sztucznych przynęt oddziaływuje na wzrok ryby, zmysł słuchu lub linię boczną. Niezwracanie uwagi na zmysł smaku, może okazać się błędem taktycznym. Wielu wędkarzy sądzi, iż używane przez nich przynęty sztuczne jak: plastykowe robaki, „jigsy”, woblery, czy metalowe błystki, są bardzo atrakcyjne dla ryb. W rzeczywistości jednak mogą one budzić uczucie wstrętu. Z tego względu powinno się podczas połowu ryb drapieżnych, chcąc je przechytrzyć, wykorzystać ich zmysł smaku. Nie wszystkie gatunki ryb mają dobry wzrok, słuch czy węch, ale wszystkie posiadają doskonale rozwinięty zmysł smaku, który pomaga w sortowaniu jadalnych i niejadalnych rzeczy.

Wędkarze ignorujący zmysł smaku ryb, muszą pocieszać się słabszymi efektami w połowach. Na szczęście istnieje wiele możliwości uatrakcyjnienia przynęty tak, aby stała się ona bardzo smaczna dla ryb. Trzeba tylko to zrozumieć i wiedzieć, jak podejść do sprawy.

Smak wewnętrzny

Pręciki smakowe u ryb są ułożone inaczej niż u człowieka. Znajdują się one w całej jamie gębowej i tworzą wzory, charakterystyczne dla danego gatunku ryb.

Wiele ryb, jak na przykład: łosoś, pstrąg, karp, sum czy okoń, mają w podniebieniu, zaraz za przednimi zębami górnej szczęki, szczególnie wrażliwe partie smakowe. Podniebienie pstrąga o długości 20 cm, zawiera około 2500 pręcików smakowych. Dla porównania, o wiele większy język dorosłego człowieka zawiera tylko 9000 tychże pręcików. U innych gatunków ryb pręciki smakowe rozmieszczone są także na skrze-lach i w gardzieli.

U suma ułożone są one najgęściej na tukach skrzelo-wych, co pozwala na dokładne odbieranie bodźców smakowych z wody podczas oddychania. W niektórych miejscach ilość pręcików smakowych u suma osiąga 50 sztuk na mm2, a więc 5000 na cm2. Ryby potrafią lepiej niż człowiek wychwytywać smak rozpuszczonych w wodzie substancji. Kwasotę rozpoznają 160 razy lepiej, sól 200 razy i cukier 900 razy lepiej.

Smak zewnętrzny

U niektórych ryb pręciki smakowe znajdujemy również poza jamą gębową, przy czym ich wrażliwość smakowa jest taka sama. Mogą one być zlokalizowane między zębami, na wargach, wokół otworu gębowego, na podbródku i w okolicach głowy. Dla przykładu, wrażliwe na smak strefy u karpia rozpościerają się od wargi do płetw piersiowych. Niektóre gatunki rozpoznają smak przy pomocy wąsików rozmieszczonych wokół otworu gębowego: u dorsza jeden wąsik w podbródku, u karpia, brzany i jesiotra 4, a u suma europejskiego 6. Sum amerykański, ze względu na gęstość wąsików rozmieszczonych wokół otworu gębowego, nosi przydomek kota. Ma on 8 wąsików: 2 między oczami, 2 po bokach górnej szczęki i 4 na podbródku. Wąsiki jego są po prostu obsiane pręcikami smakowymi, na których znajduje się 20.000 punktów smakowych. Podczas poszukiwań pokarmu wąsiki są bardzo aktywne, posiadają bowiem wysoko rozwinięty zmysł dotyku. Interesujący przedmiot zostaje dokładnie obmacany i stwierdzona jego przydatność do spożycia.

Odbieranie bodźców smakowych jest dla człowieka trudne do wyobrażenia. Karp mógłby na przykład wetknąć głowę do lodów czekoladowych i czułby ich smak od „policzka do policzka”.

Kto nie może sobie wyobrazić odbierania wrażeń smakowych „uszami”, ten musi wczuć się w sytuację suma, który posiada 175.000 punktów smakowych rozmieszczonych na całym ciele i ma niewiarygodne umiejętności „smakowania”. Można by go nazwać pływającym językiem. Wielu wędkarzy myśli, że ryba musi wziąć przynętę, aby stwierdzić smak. Jest jednak inaczej. Rybie wystarcza bowiem lekki dotyk zewnętrznymi partiami ciała – i wszystko jest już jasne. Nie odpowiada jej smak przynęty, to spokojnie oddala się z łowiska. Zewnętrzny zmysł smaku przysparza wędkarzom dodatkowych problemów. Podobno udowodniono też, że ryby nie potrzebują nawet dotykać przynęty, aby stwierdzić jej smak. Wystarcza im w tym celu znaleźć się w okolicy łowiska. Podobnie, jakby nam miało wystarczyć samo zbliżenie się do kiełbasy, aby upewnić się o jej smaku. My potrafimy co prawda lokalizować zapach z daleka, jednak ustalenie smaku danego przedmiotu wymaga wzięcia go do ust.

Z odległości

Dla zwierząt żyjących w wodzie nie ma takiego podziału. Cząsteczki zapachowe i smakowe rozchodzą się bowiem w wodzie równomiernie.

Aby móc z dalszych odległości odbierać wyżej wymienione bodźce, musi być u ryb zagwarantowana wysoka wrażliwość organów zmysłu, które najmniejsze nawet koncentracje danych substancji rozpoznają w wodzie. Że co-najmniej niektóre gatunki ryb mają te zdolności, udowodniono to w latach 60-tych w doświadczeniach przeprowadzonych z sumami. Otóż po pozbawieniu suma zmysłu zapachowego, stwierdzono iż ten mimo wszystko był w stanie odnaleźć źródło pokarmu. W doświadczeniu tym ryby podążały śladem drobnych cząstek chemicznych rozpuszczonych w wodzie (wyciąg z wątroby) i docierały do punktu wyjściowego umieszczonego w odległości 30 razy większej od długości ciała ryb. Ponadto udowodniono, że pewne składniki chemiczne były przez sumy lepiej rozróżniane za pomocą zmysłu smaku niż zapachu. Sumy nie są jedynymi rybami mogącymi z daleka rozpoznawać smak. Pstrągi tęczowe na przykład w tak samo dobrym, a nawet lepszym stopniu odczuwają smak niż zapach aminokwasów (najważniejszych składników chemicznych pobudzających większość ryb do pobierania pokarmu). Odczuwanie smaku na odległość czyni wędkarstwo trudniejszym. Ryby mogą już z daleka rozpoznać przynętę i zdarza się często, że zbliżając się do niej wykonują w pewnym momencie w tył zwrot. Nie jest to uwarunkowane niewłaściwym wyglądem przynęty, lecz często jej nieprzyjemnym smakiem.
Odpowiedni środek

Reakcja ryby na przynętę zależy również od jej smaku. Wędkarze, którzy tego naturalnego odruchu obronnego ryb nie biorą pod uwagę, łowią mniej. Potrzebny więc jest „odpowiedni środek” dla naszej przynęty, aby trafić rybom do gustu. Czym jest ten „odpowiedni środek”? W zasadzie ryby mają wrażenia smakowe podobne do naszych i rozróżniają podobne kierunki smakowe, jak i my. Reagują więc na substancje, będące składnikami 4 podstawowych smaków: słony, słodki, gorzki i kwaśny. Reakcja na te substancje nie znaczy bynajmniej, że wszystkie smaki rybom odpowiadają. Cukier jest smakowitym dodatkiem do cukierków i Coca Coli, jednakże badania naukowe wykazały, że nie ma on większego działania na ryby drapieżne. W moich badaniach laboratoryjnych pozytywnie na cukier reagowały tylko pstrągi tęczowe i to wyłącznie na duże jego koncentracje. Inne gatunki jak sandacz, okoń czy sum nie wykazywały cukrem zainteresowania. Sól ma działanie stymulacyjne, nie zawsze jednak pobudza apetyt ryb. Większa zawartość soli w ulubionym pokarmie może nawet prowadzić do jego odrzucenia. Mimo wszystko dobre wyniki w połowach np.: bassa wielkogębowego osiągano przy użyciu sztucznej przynęty zaimpregnowanej w soli. Osobiście uważam za błędne używanie soli i cukru dla zwabiania ryby drapieżnej w okolice haczyka. Substancje te bowiem nie przyczyniają się do zwiększenia apetyczności przynęty. Najbardziej pobudzającymi substancjami, jakie do tej pory odkryto, są wiązania organiczne spotykane w żywych tkankach. Do najpopularniejszych należą tu aminokwasy, alkohole i kwasy organiczne. Każdy gatunek ryby reaguje najlepiej na specyficzne dla siebie substancje, ale aminokwasy mają dość uniwersalne działanie. Co smakuje pstrągowi, nie musi odpowiadać sandaczowi. Każdy gatunek ryb ma też swój ulubiony zestaw aminokwasów, przy czym pokrewne gatunki reagują podobnie. Prawdopodobnie można by skomponować zestawy aminokwasów, które miałyby podniecające właściwości tylko dla pewnej rodziny ryb. Można by wtedy łowić okonia używając substancji stymulującej, która np. sandacza by nie interesowała. Gust smaku jest wśród różnych gatunków ryb zróżnicowany.

Od matki natury

Jak odnaleźć zatem odpowiedni środek do przynęty wśród wielu aminokwasów bądź innych substancji? Przeważnie bierze się przynętę naturalną, bądź kombinuje się ją z przynętą sztuczną. Ryba drapieżna jest na daną zdobycz chemicznie zaprogramowana, dlatego drapieżniki polujące głównie na krąpiki rejestrują je jako chemicznie pociągające. Przyzwyczajenie do danego rodzaju pokarmu u ryb nie jest jednak tak silne, aby nie próbowały one jego innych odmian. Jeżeli jednak dany pokarm występuje w nadmiarze, na przykład pewien gatunek owadów, może się zdążyć, że żaden inny pokarm nie będzie przyjmowany. Przeważnie jednak dopasowują się ryby w ten sposób, że zjadają wszystko, co uda im się znaleźć. Decydującym aspektem jest tu jednak smak przyjmowanego pokarmu. Niespodzianką może być też, że niekoniecznie pokarm występujący w obfitości jest smakołykiem ryb, wręcz przeciwnie, nawet nieznany im rodzaj pokarmu może być chętnie zjadany.

Mój przyjaciel chciał swego czasu złowić przy pomocy więcierza węgorze do pewnego projektu naukowego. Różnorodne przynęty naturalne nie przynosiły oczekiwanej zdobyczy. Za poradą zawodowego rybaka zastosował on do zanęcania mięso z krabów, co spowodowało, że efekt byt natychmiastowy. Była to nieco zagadkowa sytuacja, gdyż w tamtejszych wodach nie występowały kraby. Jednak węgorze spożywały je bardzo chętnie, obojętne czy je już w swoim życiu napotkały, czy też nie. Dżdżownice mogą posłużyć za kolejny przykład. Są one zwierzętami żyjącymi na lądzie a mimo wszystko stanowią najbardziej łowną przynętą na większość gatunków ryb. Szczupaki przepadają za tłustymi rybami, na przykład za makrelą, której uprzednio nigdy nie widziały. Zawiera ona jednak pewien „pakiet smakowy”, znany szczupakowi z innych przez niego konsumowanych ryb.

Krew podnieca drapieżniki

Każdy wędkarz powinien wykazać trochę polotu w stosowaniu przynęty naturalnej. Atrakcyjność martwej rybki można zwiększyć poprzez krótkie nacięcia jej boków. Krew młodych ryb podnieca okonie, sandacze oraz inne drapieżniki. Jednakże należy zwrócić uwagę, aby nie uszkodzić wnętrzności rybki używanej na przynętę. „Smak” nadtrawionej już treści pokarmowej jest doskonale przez ryby wyczuwany. Stanowi to coś tak nienaturalnego, że już nawet minimalne przecięcie wnętrzności (woreczka żółciowego w szczególności) powoduje całkowity spadek zainteresowania taką „zdobyczą”. W przeprowadzonych przeze mnie doświadczeniach, podczas karmienia okoni zmielonym mięsem rybim stwierdziłem, że oczyszczone z wnętrzności mięso było chętnie przez nie przyjmowane, natomiast nieoczyszczone zostawało po prostu odrzucane. W przyrodzie można znaleźć wiele przykładów substancji smakowych skutecznie zniechęcających ryby drapieżne do obiektu wydzielającego je. Jako przykład wymienię tylko gruczoły skórne niektórych żab i ropuch. Specjalistyczna wydzielina produkowana przez te gruczoły działa na zmysł smaku prawie wszystkich ryb drapieżnych wręcz odpychająco. Tym samym, uznają one automatycznie taką żabę za całkowicie nie godną uwagi i niejadalną.

Mimo atrakcyjności przynęt naturalnych, wybór ich nie zawsze jest najlepszy. Niektóre są wręcz zabronione, inne nie są chętnie stosowane przez wędkarzy. Pewną możliwością są sztuczne dodatki wzmacniające smak, coś w rodzaju skoncentrowanych przynęt naturalnych. Znane są esencje i koncentraty z raków, krabów, dżdżownic i pijawek. Esencje roślinne są już dostępne (np. wyciąg z owoców i czosnku) i działają one na rybę białą, np. karpia pobudzająco. Wśród „wzmacniaczy” smaku rozróżniamy aromaty oraz gotowe, spreparowane przynęty. Ich formy są różnorodne, od płynnej do stałej. Mają one wiele zalet, dają się bowiem długo przechowywać w lodówce, ponadto można je bardzo dobrze kombinować ze sztuczną przynętą. Przy ich pomocy dane jest wędkarzowi decydować o intensywności rozchodzenia się aktywnych cząsteczek smakowych w wodzie. Ponadto wędkarz może sam powiększyć wzrokową atrakcyjność swojej przynęty, poprzez użycie odpowiednich farb, bądź błyszczących folii. Są różne możliwości preparowania przynęty aromatami: posmarowanie zewnętrznej powierzchni, wypełnienie wolnych przestrzeni oraz nasączenie przynęty. W każdym razie aromat podrażnia narządy smakowe ryby i zmusza ją do dłuższego trzymania zdobyczy w pysku. Niestety i odwrotna reakcja jest możliwa. Użyciem nieodpowiedniego wzmacniacza smaku można spowodować natychmiastowe wyplucie przynęty. Użycie aromatów staje się coraz popularniejsze. Przykładowo miękkie tworzywo sztuczne jest dla ryb bez smaku, co zaobserwowano w akwariach u okoni i innych ryb. Natomiast to samo tworzywo przesączone pewnym aromatem, ryby zatrzymywały dłużej w pysku, a nawet go połykały.

Nadwrażliwość

Przy wzbogacaniu smaku sztucznej przynęty, pobudza się tak zwane nadnaturalne bodźce smakowe. Prowadzi to automatycznie do lepszych wyników w połowach. W teście z pstrągami tęczowymi, porównano ikrę łososia, superprzynętę na pstrągi, ze sztucznie spreparowaną przynętą. W Polsce łowienie na ikrę jest surowo zabronione! Użyta „aromatyczna bomba” okazała się pięć razy łowniejsza, niż ikra łososia. Natomiast musimy się starać wykluczyć odstraszające ryby substancje, które są niestety bardzo rozpowszechnione. Zalicza się do nich kremy do rąk, dezodoranty, wody kolońskie i tytoń, szczególnie tytoń do żucia zawierający wysoką dawkę nikotyny. Paląc więc nad wodą papierosy skutecznie przenosimy ich zapach (smak) na zakładaną na haczyk przynętę. Doświadczenia wykazały, że najbardziej odstraszającym środkiem dla ryb są płyny przeciw ukąszeniom owadów. Zawierają one bowiem największą dawkę środka chemicznego DEET. Okonie wyczuwają środek ten już w znikomych koncentracjach, mniejszych niż 1 część na 1 milion części wody. Raz posmarowane tym środkiem ręce, czynią przynętę na 90 minut nieprzydatną do użytku. Poleca się zatem mycie rąk przed rozpoczęciem połowów, przy czym używać należy środków myjących całkowicie rozpuszczalnych w wodzie. Wiele ryb czuje i słyszy najpierw, zanim coś dojrzy. Ich pobudzona ciekawość powoduje zbliżanie się do interesującego przedmiotu. Przy bliższym podejściu mogą już wąchać i wyczuwać smak bez dotykania przynęty. Jeśli jest ona w dalszym ciągu interesująca, branie jest pewne. Decyzją w tym przypadku, jeszcze raz przypominam, kieruje zmysł smaku, będący ostatnią barierą między wędkarzem a rybą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *