Małe zbiorniki wodne (retencyjne, melioracyjne)

By | Czerwiec 28, 2017

Małe zbiorniki wodne (retencyjne, melioracyjne).

Zbiorniki wodne są najżyźniejszymi wodami spośród wód stojących, chociaż ich produktywność zależy od planowego kształtowania rybostanu oraz – po części – od stosowania odpowiednich środków intensyfikujących. Od stawów karpiowych odróżniają się praktycznie tylko tym, że użytkowanie zbiornika podporządkowuje się przede wszystkim potrzebom gospodarki wodnej, dlatego też gospodarka rybna w tych zbiornikach może zaspokoić praktycznie tylko potrzeby wędkarzy.

Czynnikiem decydującym dla wędkarskiego użytkowania tych zbiorników jest dokonanie właściwej obsady ze szczególnym uwzględnieniem składu gatunkowego i wiekowego ryb. Należy przy tym pamiętać, że w zasadzie mamy do czynienia z produkcyjnymi stawami karpiowymi, w których da się przez zarybianie osiągać pożądany przyrost ilościowy. Główną rybą hodowaną w tych zbiornikach jest karp, lecz z reguły razem z innymi odpowiednimi gatunkami, bowiem tylko w ten sposób możliwe jest wykorzystanie naturalnego pokarmu. Znakomicie dopełnia karpia lin, któremu powinniśmy właśnie w zbiornikach stworzyć więcej możliwości rozwoju niż ma dzisiaj. Ryba ta, świetnie uzupełniająca się z karpiem, powinna w tych typach wód tworzyć przynajmniej 1/5 masy rybostanu. Lina cechują dobre własności hodowlane i jest chętnie łowiony przez wędkarzy. Zdecydowanie zasługuje więc na baczniejszą uwagę.

Większość małych zbiorników retencyjnych zasila woda jakiegoś potoku i jest niemal regułą, że w stosunkowo krótkim czasie w zbiorniku rozwijają się populacje różnych białych ryb. Typowe są np. płoć, wzdręga, karaś, a w ostatnim czasie karaś srebrzysty, który potrafi w każdym środowisku się rozplenić. Wszystkie te ryby to konsumenci zoobentosu — białe ryby stanowią więc bardzo poważną konkurencję dla karpia i lina. Z tego względu na problem ten warto spojrzeć z różnych punktów widzenia.

Ze stanowiska produktywności, jednak bez uwzględniania jakości produkcji, rybostan jak najróżnorodniejszy i najliczniejszy jest pożądany i jedynie on gwarantuje, że zużytkowane zostaną wszystkie zasoby pokarmu naturalnego. Gdybyśmy byli skłonni tak samo chętnie jak karpia i lina łowić także karasia i płoć (może w końcu docenilibyśmy te ryby) obecność innych białych ryb w zbiorniku byłaby pożądana. My jednak mamy wymagania „wyższe”: dla nas rybą jest tylko i wyłącznie karp. Płoć jeszcze długo pozostanie rybim chwastem, a więc ekonomiczny punkt widzenia musi w tym wypadku zejść na drugi plan i problem pozostaje otwarty. Jedyne zatem wyjście z tej sytuacji widzimy w zarybianiu drapieżnikami, od których należy oczekiwać, że będą eliminować białe ryby i nie dopuszczą do ich nadmiernego rozplenienia. Kiedy weźmiemy pod uwagę względnie wysokie potrzeby pokarmowe drapieżników (przyjmuje się, że dla nich współczynnik pokarmowy wynosi mniej więcej 4-6 kg), to rozwiązanie takie okaże się bardzo nieekonomiczne i chcąc nie chcąc musimy je traktować jako zło konieczne czy też wyjście awaryjne. Nawet jeśli w ten sposób rybostan (a zatem i efekty połowów) zbiornika jakościowo poprawi się, to i tak za marnotrawstwo trzeba uważać tak znaczny ubytek produkcji w postaci mięsa ryb. Co prawda chodzi o ubytek białej ryby, ale przecież mięso jest pełnowartościowe. Należy więc szukać rozwiązania pozwalającego w efektywny i zadowalający sposób wydostać się z tego błędnego koła. W bardziej pozytywnym świetle powyższe fakty jawią się po przeliczeniu na wartości pieniężne, ponieważ produkcja mięsa drapieżników jest względnie opłacalna. Pewną wartość tych ryb stanowią także ich duże wymiary, pozwala to obecność drapieżników w zbiornikach oceniać nieco pobłażliwiej.

Hodowla drapieżników w zbiornikach użytkowanych przez wędkarzy może mieć w niektórych wypadkach jeszcze bardziej negatywne skutki od opisanych powyżej. W zbiornikach, które muszą z jakichś względów pozostać napełnione przez kilka lat musi dojść do tego, że obsada drapieżników wymknie się gospodarującym spod kontroli – zarówno przez to, że część drapieżników osiągnie dużą (w tym wypadku niepożądaną) wielkość, jak i przez możliwość zbytniego rozmnożenia się tych ryb. Bardziej niebezpieczna jest pierwsza możliwość ponieważ większe egzemplarze ryb drapieżnych, szczególnie szczupaki i sumy mogą nawet zagrozić podstawowemu rybostanowi zbiornika. Żadna z ryb drapieżnych nie przebiera w pokarmie, nie rozróżnia ryb cenniejszych i mniej cennych, w gruncie rzeczy większe osobniki (szczupaki czy sumy) chcąc nie chcąc muszą kierować uwagę w stronę karpi, a zarybianie tym gatunkiem stanowi dla nich wyjątkową okazję.

Spośród drapieżników pierwszeństwo dajemy szczupakowi, posiadaczowi wielu pożądanych cech. Jest on najbardziej konsekwentnym likwidatorem rybiego „chwastu”, cenią go też wędkarze. Może nam jednak ujść spod kontroli, a wtedy jeśli osiągnie nadmierną wielkość staje się postrachem nawet większego narybku karpia. W sprzyjających warunkach pokarmowych szczupak rośnie nadzwyczaj szybko. Właśnie w zbiornikach trzyletnie szczupaki mogą osiągać ponad 5 kg. A to już groźne drapieżniki. Nie chcemy tu odradzać zarybiania szczupakiem zbiorników odwiedzanych przez wędkarzy, należy jednak czynić to z uwagą i nie za wszelką cenę. Ostrożnie należy postępować szczególnie w wypadku zbiorników, w których przez dłuższy czas nie będzie połowów. Dyskusyjna jest w związku z tym, stosowana niekiedy, praktyka chronienia szczupaka w zbiornikach przez pierwsze lata. Końcowy efekt tych poczynań wyrażający się w połowach 8-10 kilogramowych szczupaków z 20-30 ha zbiorników tylko pozornie jest piękny, w rzeczywistości jest świadectwem marnotrawstwa. W wypadku zbiornika, który można w zależności od sytuacji zupełnie opróżnić i odłowić, opisane ryzyko nie ma miejsca.

Inną z grupy ryb drapieżnych – suma – można właściwie charakteryzować podobnie jak szczupaka, istnieją nawet szanse osiągnięcia przez niektóre osobniki znacznej wagi (w dłuższym okresie), lecz ryzyko pożerania karpi przez wyrośnięte sumy jest jeszcze większe. Natomiast w zbiornikach odławianych przez wędkarzy, można suma polecać jako rybę, która urozmaica rybostan stanowiąc atrakcję dla wędkarzy, a poza tym bardzo dobrze (i wszechstronniej niż szczupak) wykorzystuje pokarm.

Z sandaczem sytuacja jest jednoznaczna. Jeżeli w pierwszych dwóch przypadkach zalecaliśmy ostrożność, to w wypadku sandacza można bez obawy polecać zarybienie nim każdego choć trochę odpowiedniego zbiornika. Jest to ryba dla tego typu wód wprost idealna. Uchodzi co prawda za drapieżnika, w rzeczywistości jednaktrzeba by go charakteryzować jako wszystkożercę, ponieważ oprócz małych rybek potrafi jadać nawet plankton i bentos (i zadowala się tymi), a więc sposród ryb drapieżnych najlepiej zużytkowuje zasoby naturalnego pokarmu. Cechą, której nie sposób przecenić jest to, że tarło może odbywać niemal w każdym zbiorniku, dba także o potomstwo, a dzięki temu nakłady związane z zarybianiem nim są znacznie niższe niż w przypadku zasiedlania szczupakiem czy sumem. Dalszą korzyść ekonomiczną należy dostrzegać w tym, że sandacz – ze względu na swoje ograniczone możliwości – jest w stanie zdobywać tylko mniejsze rybki. Dzięki temu likwiduje naprawdę tylko rybi chwast, odpada zupełnie ryzyko, że przyjdzie mu ochota na karpia. Przy tworzeniu rybostanu z udziałem sandacza można więc bez obawy dopuścić do wprowadzenia do zbiornika małych karpi, w ten sposób pozostając w zgodzie z elementarnymi zasadami ekonomiki.

Jedyny zarzut, jaki można wysunąć pod adresem sandacza sprowadza się do tego, że jego przyrosty są w porównaniu ze szczupakiem stosunkowo małe. Chociaż wada ta jest obiektywna, możemy ją częściowo zniwelować wcześniejszym zarybieniem sandaczem, a szczególnie przez zróżnicowanie pierwotnie wprowadzanego narybku pod względem wieku. Przy respektowaniu tych zaleceń można połowy sandacza rozpocząć już w 3-4 roku po zarybieniu. W porównaniu ze szczupakiem jest to wprawdzie później, lecz w przyszłości zostanie nam to wynagrodzone, bo dysponować będziemy atrakcyjną i łatwą do zdobycia rybą.

Na produktywność zbiornika wpływa wiele czynników, w zależności od nich wydajność przeciętnie kształtuje się w granicach od 100 do 300 kg z hektara. Większe i z reguły przy tym głębokie zbiorniki są mniej wydajne niż te płytsze i małe. Produkcja zbiorników nie utrzymuje się jednak na stałym poziomie, lecz z upływem czasu znacznie się zmienia. Największa jest w pierwszych 4-5 latach po napełnieniu. Jest to spowodowane głównie tym, że na ich dnie pozostał dostatek masy organicznej (wtedy powinniśmy zarybiać intensywniej). Proces utraty wartości przez zbiorniki jest możliwy do wyeliminowania przez rozmaite zabiegi, np. letnienie i zimowanie (okresowe wypuszczanie wody), wapnowanie oraz metodami biologicznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *