Wąwóz Villgratental we wschodnim Tyrolu – Austria

By | Październik 13, 2017

W wartkich i kryształowo czystych strumieniach można trafić na pstrąga swojego życia. Austria z dużym rozmachem reklamuje swoje wędkarskie łowiska. Wędkarze-goście otrzymują na miejscu wszelką fachową obsługę. Istnieje taki obszar Austrii, który od wielu lat jest odizolowany od reszty kraju i nie widnieje w prawie żadnym kolorowym prospekcie reklamowym. Jest to wschodni Tyrol. Denerwuje mnie takie traktowanie po macoszemu mojego ulubionego łowiska. Przedstawiam więc wszystkim wędkarzom strumienie i potoki Villgratentalu sądząc, ze zapewnią one każdemu po stosunkowo niewysokich kosztach wędkarski urlop pełny wrażeń. Do zobaczenia zatem nad wodą.

Villgratertal

U stóp skał dolomitowych w okolicach Linzu (10 km do włoskiej granicy) oraz w odległości ok. 6 km od Sillian jest położony obronny zamek Heinfeld. Leży on u wejścia do wąwozu Villgratental. Wzdtuż szumiącego potoku Villgratenbach biegnie kręta droga prowadząca aż do AufBervillgraten. Wąwóz rozszerza się stopniowo i osiąga największą szerokość w Innervillgraten, miejscu z wieloma starymi tyrolskimi zabudowaniami. Imponujący łańcuch górski tworzący wspaniałą panoramę, okrąża niby wał ochronny, powstałe na przestrzeni setek lat malownicze wioski. Wśród kwiecistych dywanów łąk i połaci lasów, łączą się ze sobą dwa mniejsze potoki, tj. Stallerbach i Kalksteinbach, tworząc jeden większy – Villgraterbach. Określenie „raj na ziemi” nie jest nawet tu aktualne, gdyż także w górach nie ma już dziewiczych terenów. W Alpach skrzypią wyciągi narciarskie, wszędzie słychać samochody mknące po krętych, nowo wybudowanych drogach. Villgratental nie jest jednak regionem „dużej turystyki”. Zachował swój dawny charakter, nie został „upiększony” nowym budownictwem oraz nie poddał się zalewowi turystów. W wysoko położonym Auservillgraten znajduje się XVII-wieczny starotyrolski zajazd „Niederbruggerhof”. Odnowiony w latach 1968-1972 proponuje teraz swoim gościom miłą i stylową atmosferę po przystępnych cenach. Serwowane tam delikatesy kuchni domowej skłaniają do obżarstwa. Nadmierne kalorie zrzuca się jednak już po przejściu jednego szlaku turystycznego. Strumienie Villgraterbach i Winkeltalbach długości ok. 25 km są dzierżawione przez właściciela zajazdu. Pozwolenia na wędkowanie wydawane są tylko gościom zajazdu (co najmniej 3-dniowy pobyt). Wolno łowić na wszystkie sztuczne przynęty, przy użyciu tylko jednego haczyka bez zadziora. Jeżeli używamy przynęty uzbrojonej w kotwiczkę, należy odciąć jej dwa ramiona, a przy trzecim spłaszczyć zadzior. Dziennie wolno złowić tylko trzy ryby. Wymiar ochronny pstrągów wynosi 30 cm.

Łowienie na tonie natury

Czy łowiliście już kiedyś pstrągi, którym podaje się przynętę po uprzednim zaobserwowaniu ich w wodzie? W płynącym na wysokości 1700 m n.p.m. potoku Stallerbach wypatrzenie ryby nie jest aż takie trudne. Złowienie pstrąga, w tej od lat rządzącej się prawami przyrody wodzie, nie jest łatwe. Rzeczka obfituje w pstrągi potokowe; tęczaki trafiają się sporadycznie.
Nie ma tu sztucznego zarybiania – wszystkie ryby pochodzą z naturalnego tarła. Ta górska rzeczka ma wszystkie stopnie trudności, jakie wędkarze mogą sobie wymarzyć, chcąc podnieść swoje umiejętności. Zdarza się jednak, że dokładnie podana nimfa nie wywołuje żadnej reakcji ze strony pstrągów. Piękno otaczającej przyrody potrafi zrekompensować te słabsze dni. W górach Tyrolu można i dzisiaj zobaczyć wysoko szybujące orły, pasące się spokojnie sarny lub kozice na wysokich halach.
W okolicznych potokach zajazdu Niederbruggerhof można liczyć na brania pstrągów potokowych. tęczowych, a także stosunkowo tu nielicznych, pstrągów źródlanych.
Potoki, biorące swój początek z wód lodowcowych, są przy utrzymującej się ładnej pogodzie prawie cały czas kryształowo czyste. Nie należy jednak sądzić, ze łowienie tu pstrągów jest dziecinadą. Łowisko to wymaga od nas niezłej kondycji oraz dużych umiejętności wędkarskich. Schodząc w dół, nurt strumieni staje się coraz silniejszy. Na przemian napotyka się węższe i szersze odcinki koryta oraz płycizny i głęboczki. Wielkie głazy są podmywane przez wartki prąd wijącej się wody.
Często jesteśmy zmuszeni tylko do położenia naszej nimfy na wodzie (bez klasycznego rzutu). Ginie ona w wirze wodnym i podczas jej „podróży” w dół przypon nagle zatrzymuje się. Miękkie zacięcie i walka się rozpoczyna! Obawiając się o wytrzymałość przyponu grubości 0.14 mm, często jesteśmy zmuszeni biec w kierunku ucieczki ryby. potykając się po kamienistym brzegu. Walka rozpoczyna się na nowo, gdy pstrągowi uda się dotrzeć do głęboczka. w którym często jest i tak „za mało” wody, jeżeli holowany okaz ma ponad pół metra długości. Jednak nie tylko „zawodowcy” mają szansę nad tą wodą!

Kurs łowienia na muchę

Doskonały wędkarz muchowy z Essen Wolfgang Neysters na miejscu wprowadza nowicjuszy w arkana wędkarstwa muchowego. Wybór Villgratentalu, dokonany kilka lat temu na miejsce prowadzenia kursów, okazał się niezwykle trafny. Z pewnością przyczyniła się do tego tendencja, która zgodnie z pierwotnym instynktem mężczyzny-łowcy skłania wielu ludzi z miast do szukania jak najściślejszego kontaktu z przyrodą.
Każdy, kto słyszy o takim kursie i instruktorze z Essen, kojarzy go natychmiast z zagłębiem węglowym, sadzą, stalą oraz zanieczyszczoną rzeką. Większość ludzi wyobraża sobie, że „ćwiczymy tu na hałdach węglowych rzucanie muchą z kawałkiem koksu na końcu przyponu”.
W. Neysters umiejętnie wtajemnicza swych podopiecznych w technikę rzutu wędką muchową. Każdorazowo pokrzepia on i pociesza wszystkich, u których postępy w nauce muszkarstwa nie są od razu widoczne. Skłania to już stojących i zniechęconych przyszłych adeptów, którym plącze się sznur, a ręce odmawiają posłuszeństwa, do podjęcia nowych prób. „Mistrz” dopasowuje się do każdego uczestnika kursu, omawia z nim dokładnie fizyczne prawa rzutu, sposób trzymania wędki oraz zwraca uwagę na popełnione błędy.

Szybkie postępy

Nowicjusze nawet nie zauważają, kiedy dochodzą do znacznej wprawy w rzucaniu. Po krótkim czasie wszyscy uczestnicy kursu potrafią celnie rzucać na odległość 20 m oraz znają niektóre „sztuczki” stosowane przez muszkarzy. Kiedy rzuca instruktor, wybierając dzięki wspaniałej technice 40 m sznura z kołowrotka przed położeniem muchy na wodzie, szmer zachwytu przelatuje przez obserwujących podopiecznych. Każdy z nich marzy o takiej perfekcji. Wieczorami, w przytulnej atmosferze zajazdu „chytry lis w wiązaniu much” pokazuje, czego nauczył się przez lata. Jako stary praktyk zna on wszystkie błędy, jakie popełniają początkujący przy rzucaniu oraz wiązaniu much. Wiedzę swą przekazuje chętnie dalej.
Jeżeli „nowicjuszowi” uda się przechytrzyć pstrąga własnoręcznie zrobioną muchą, przeważnie poświęca się on już na zawsze tej nowo odkrytej, fascynującej pasji. Stale wysoki stan ryb w wodach zajazdu Niederbruggerhof nie jest łatwy do utrzymania. Gatunki łososiowate w wyżej położonych wodach (1200-1800 m) potrzebują więcej czasu na osiągnięcie odpowiedniej wielkości, niż w rzekach bardziej „nizinnych”. Im mniejsze jest zarybienie, tym łatwiej wyrastają tu duże okazy pstrąga. W wąwozie Villgratental można złowić rybę swojego życia. Ponadto w niedużej odległości znajdują się Drau (4 km) i Geil (5 km), i nieco dalej łatwa do osiągnięcia rzeka Isel (35 km).

Z „tyrolską pałeczką”

Dzięki zamiłowaniu Austriaków do wędkarstwa muchowego zarezerwowano wiele odcinków rzek tylko dla tego sportu. Łowienie w płytkiej wodzie przy użyciu „tyrolskiej pałeczki” jest niechętnie widziane. Wyjątek stanowi tu rzeka Isel, płynąca na północ od Linz. Łowimy na odcinku 4 km w górę do mostu w Ainet. Rzeka ta bierze swój początek w wysokich górach. Woda w niej do końca sierpnia jest bardzo zimna, idealna więc do połowu pstrąga i lipienia. W okolicy Ainet rzeka ma szerokość 20 m, średnią głębokość ok. 1,5 m, spotyka się tu wiele dołków do głębokość 4-5 m. Isel odznacza się bardzo bogatym życiem podwodnym. Wystarczy tylko spojrzeć pod kamienie, na larwy muchówek, aby podjąć decyzję jaką wybrać nimfę.

Przy „tyrolskiej pałeczce” łowimy na mokre muchy imitujące larwy owadów lub znacznie częściej na nimfy „złotogłówki”. Odpowiedni będzie przypon z żyłki grubości 0,18 mm, do którego wiąże się muchy w odległości 20-25 cm od siebie (jako paternoster). Kolory much oraz głębokość ich prowadzenia należy przetestować, a następnie zastosować różne kombinacje. „Tyrolska pałeczka” jest to kawałek zamykanej koreczkiem przezroczystej rurki plastikowej z uszkiem do mocowania. Jest ona dociążona ołowiem, ale dzięki wyporności zamkniętego w niej powietrza spływa z prądem wody tuż nad dnem (a z nim przynęta). Przy wolnym nurcie powinna mieć 15 g, na szybszy odcinek rzeki wybiera się cięższy model. Wędzisko o długości 3-3,30 m i ciężarze rzutowym 20-50 g z miękką szczytówką pozwala na doskonałe prowadzenie przynęty. Duża liczba haczyków stosowanych w tej metodzie nakazuje raczej zrezygnować z użycia podbieraka podczas lądowania ryby, gdyż może zaistnieć niebezpieczeństwo zaplątania się ich w siatkę. Ryby najlepiej jest brać ręką. W Polsce powyższa metoda połowu jest zabroniona. Ponadto u nas wolno stosować najwyżej dwie muchy. Kierunkową i jedną muchę na troku bocznym.

Kto chce spędzić niedrogi urlop w samotności na łonie natury, może wynająć w Villgratentalu szałas górski. Niektóre z tych szałasów liczą sobie już ponad 100 lat. W okresie letnim łatwo można tu kupić u gospodarzy świeże mleko, ser oraz masło. Spróbujcie najlepiej sami; Austria niekoniecznie musi być droga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *