YUKON TERRITORY – NORTH CANADA

Złoto, złoto. Nad rzeką Klondike wiadomość ta obiegła chyba wszystkie zakątki Ameryki Północnej. Przed przeszło wiekiem tutaj właśnie w okolicach Dawson wybuchła gorączka złota. Tysiące nowo przybywających ludzi oblegało brzegi Yukonu. Każdy przybywał tutaj z nadzieją na lepsze jutro. Dla większości gorączka złota stała się koszmarem, symbolem zła i niespełnionych marzeń. Dla kilkuset poszukiwaczy „Klondike River” podarowała swoje skarby, stała się dla nich „Świętą Rzeką” i była ich eldoradem. Dzisiaj – po ponad stuletniej działalności człowieka – krajobraz jest niemalże księżycowy.
Przekopane góry ziemi, wypłukane miliony ton złotonośnego piasku, w niektórych miejscach góry przepłukanych kamieni wcale nie są mniejsze od górniczych hałd na Śląsku. Mimo że o gorączce złota już dawno zapomniano, to jednak okolice Dawson są nadal eldoradem i to nie tylko dla przemysłu turystycznego, ale także dla wędkarzy i myśliwych…

Co można jeszcze wymagać od życia? Marzeniem moich chłopięcych lat była rzeka Yukon. Motorem napędowym był Jack London i jego „Biały kieł”. Stoję teraz nad brzegiem tej pięknej i wielkiej rzeki. Spotkane tutaj krajobrazy pasują z wyobraźnią moich młodzieńczych lat. W okolicach Dawson góry są łagodne i bardzo przypominają Bieszczady. Góry całe w zieleni, a łagodne zbocza są porośnięte dziesiątkami gatunków różnokolorowych kwiatków. Często się zdarza, że przez ścieżkę przebiegnie niedźwiedź, widać przechodzące dolinami łosie i renifery. Nocami wyjące wilki i kojoty przerywają ciszę, a rankami bobry budują swoje wodne tamy. Yukon Territory jest bardziej dziki i naturalny od sąsiedniej Alaski, może i przez to, że mniej tutaj dróg i ludzi.

Yukon w sierpniu niesie mętną wodę, a to na skutek niskich stanów wody i wypłukującej się gleby. Większość ryb w takich okresach przenosi się do czystych wód jeziornych lub do czystych rzek lodowcowych. Wstępujące do Yukonu łososie mają do pokonania 3000 km, aby osiągnąć swe miejsca tarłowe. Taka wędrówka to duży wysiłek kosztujący ryby czas i energię. Łososie w swojej wędrówce w górę Yukonu w pewnych etapach swej drogi wpływają do czystych rzek lodowcowych w celu krótkiego odpoczynku i przede wszystkim, aby oczyścić swoje skrzela. Do Yukonu wstępują łososie: king salmon, red salmon, pink salmon, chum salmon, co-ho salmon. Pozostały rybostan Yukon Territory przedstawia się następująco: lake trout (ang.) -(Salvelinus namaycush) – jest to pstrąg jeziorowy, dolly varden (ang.) – (Salvelinus malma) – rodzaj pstrąga, arctic charr (ang.) – (Salvelinus alpinus) -saibling polarny, rainbow trout (ang.) – (Salmo gairdneri) -pstrąg tęczowy, northen pike (ang.) – (Esox lucius) – szczupak, arctic grayling (ang.) -(Thymallus arcticus) – lipień arktyczny, lake whitefish (ang.) -(Coregonus clupeaformis) -sieja jeziorowa, inconnu – (Stenodus leucichthys) – innconnu, least cisco (ang.) – (Coregonus lavaretus) – to chyba jest odpowiednik naszej sielawy, burbot (ang.) – (Lota lota) – miętus.

W Klondike nie można nie złowić ryby. Woda tutaj czysta jak łza, dno pokryte grubym żwirem, piaskiem lub skałami, dużo głębokich dołków i bystrzyn. Daje wspaniałe warunki bytowania dla pstrągów, lipieni i młodego narybku łososia. Młode łososie przebywają w rzece do dwóch lat i spływają do oceanu. Po 3-6-letnim pobycie w oceanie wracają nieomylnie w miejsce, gdzie przyszły na świat. Wstępujące do Yukonu łososie mają duże znaczenie gospodarcze dla zamieszkujących te tereny ludzi. Są cennym źródłem białka, witamin i tłuszczu. Zima w Yukon Territory jest bardzo długa i ciężka, a suszony indiańskim sposobem łosoś, bez obawy o dodatkowe zabiegi konserwacyjne, będzie służył aż do wiosny. Z wartościowego łososiowego mięsa korzystają też psie zaprzęgi, niezastąpione zimą do transportu i długich myśliwskich wypraw. Psy Husky to prawdziwi przyjaciele człowieka, można śmiało napisać, że są symbolem dalekiej północy. Niejeden człowiek zawdzięcza im swoje życie. W obronie swojego właściciela nie ustąpią wilkom ani też potężnemu niedźwiedziowi grizli.

Indianie łowią łososie dużymi podbierakami ustawiając się w wąskich przesmykach rzeki. Ten sposób łowienia można by porównać do wiosłowania, tylko że zamiast wiosła jest duży podbierak. Byłem świadkiem skuteczności takiego łowienia. Widziałem, jak dwóch dobrze zbudowanych Indian takimi podbierakami w ciągu jednej krótkiej nocy wyłowili, bez przesady, dobrze ponad 300 sztuk łososi. Przeciętna waga łososi King waha się od 8 do 12 kg. Były też i okazalsze, po ok. 20 kg. Indianie przybywają nad rzeki całymi rodzinami. Taki jeden indiański łososiowy obóz składa się z kilkunastu rodzin. Mężczyźni łowią nocami, a kobiety i dzieci czyszczą i suszą ryby w dzień. Praca nie jest lekka i każdy tu spełnia swoje zadanie. Przeważnie łowią tak od 10 do 14 dni, a później z zimowymi zapasami ryby rozjeżdżają się do swoich rezerwatów. Robią to od setek lat bez żadnych strat i spustoszeń dla rybostanu i otoczenia. Na tego typu łowienie rząd Yukon Territory zezwala tylko Indianom i stałym mieszkańcom.

Fairbanks

Można by powiedzieć, że tutaj właśnie kończy się świat i cywilizacja. Koniec wspaniałych autostrad, nie ma moteli i przydrożnych restauracji. Lasy i pustkowia, tak wygląda krajobraz na północ od miasta Fairbanks. Samo miasto jest bardzo ładne i nowoczesne. Tutaj się wszystko kończy i zarazem zaczyna. Droga „James Dalton” prowadząca aż do morza Beauforta niczym nie przypomina autostrady. To po prostu bita polna droga biegnąca wzdłuż alaskiego rurociągu naftowego. Zamknięta w sezonie zimowym z powodu trudnych warunków atmosferycznych. Latem to jedyna droga, którą można dojechać samochodem, na alaskie koło podbiegunowe. Mijamy most na Yukonie i zatrzymujemy się tylko na posiłek i po to, by obejrzeć w Stevens Village, szeroką na 10 km rzekę Yukon. Naszym celem jest koło podbiegunowe.

Borowiki, kozaki, kanie, maślaki – tak dużych ilości grzybów nasze oczy nie miały okazji jeszcze oglądać. Borowiki szlachetne, w dużych koloniach, rosły wzdłuż rzeczki o nazwie Fish Creek. Skrzyżowanie tej rzeczki z drogą „James Dalton” – to właśnie punkt, w którym właściwie przekracza się koło podbiegunowe.

Rzeczka jest bardzo ładna z krystalicznie czystą wodą, podmyte i przewrócone brzozy skutecznie tamują bystry nurt wody tworząc liczne dołki i zagłębienia. Po brzegach dość wysokie żwirowo-piaskowe skarpy, dla mnie jest jasne -tutaj muszą być lipienie. Jest godzina 24. Nocy wcale nie ma. Nasze zegarki są mało przydatne. Bardziej liczymy na nasz zegar biologiczny – gdy czujemy senność, tzn. jest pora nocna i trzeba wypocząć, ssanie w żołądku oznajmia porę obiadową itp. Koło podbiegunowe przywitało nas grzybami, piękną pogodą i zmorą północy, czyli komarami. Ktoś kiedyś powiedział o dalekiej północy, że tam nie można się nudzić. To chyba prawda, bo jak można się nudzić, jeśli w ciągu minuty atakują człowieka dwa pułki agresywnych komarów i wcale nie mniejsze stado czarnych boleśnie kąsających muszek…

Arctic grayling

Lipień arktyczny Thymallus arcticus, używane nazwy: Amerycan Graylling, Bluefish, Arctic Trout, Sailfin, Tittimeg.

Ten pachnący tymiankiem gentleman nie ma sobie równych. Kolor i barwę zmienia w zależności od wody i charakteru dna. Pochodzi z królewskiej rodziny ryb szlachetnych, ma wspaniałą płetwę grzbietową, a zacięty na haczyku potrafi skutecznie się obronić. Udany hol i wyjęcie lipienia z wody musi ucieszyć oczy nawet najwybredniejszym wędkarzom. Tutaj za kołem podbiegunowym lipieniowy jadłospis składa się głównie z różnego rodzaju muszek, komarów i larw. Nie gardzi też malutkimi żyjątkami wodnymi oraz ikrą innych ryb. Moje pierwsze spotkanie z lipieniem rozpoczęło się o 3 godzinie nad ranem – mimo nocnej pory cały czas świeciło nie zachodzące prawie słońce. Jako przynęty użyłem serka topionego, a metoda stara i prosta: tradycyjna przepływanka ze spławikiem puszczana po gruncie z lekkim przetrzymywaniem zestawu. Dobór miejsca nie stanowił żadnego problemu. Wszędzie tutaj sporo jest zwalonych przez bobry drzew i głębszych dołków. Wybrałem węższy odcinek rzeczki, głębszy z powalonymi do wody brzozami. Przytamowana woda wytworzyła w środku rzeki wir, który wypłukał w dnie półtorametrowej głębokości rowek. Tam właśnie skierowałem moją przynętę. Brania następowały po delikatnym przytrzymaniu zestawu, czyli w momencie gdy przynęta z haczykiem podrywała się z dna. Brania byty częste, prawie przy każdorazowym zarzuceniu wędki. Skuteczność połowu to średnio na pięć zaciętych, jeden lądował na żwirowatym brzegu. Lipień arktyczny bierze przynętę zdecydowanie, ale też i bardzo delikatnie. Kruche wargi gębowe, bystra woda oraz skuteczne ataki samoobronne, przyczyniają się do tego, że większość lipieni odpina się z haczyka. Mój pierwszy lipień mierzył około 40 cm, a mój pierwszy wynik to 9 sztuk „polarnych” lipieni.

Nasze pierwsze śniadanie na kole podbiegunowym składało się z panierowanego lipienia przyrządzonego przez Marka i Igora. Smażone lipieniowe kawałki to naprawdę „niebo w gębie”. Moi koledzy przespali ten pierwszy lipieniowy poranek. Byli zbyt zmęczeni długim prowadzeniem samochodu. Jednak po śniadaniu odrobią zaległości z nawiązką. Zresztą większość złowionych lipieni wróci do wody, bo po prostu z rybami nie mamy co robić, do konsumpcji jest ich za dużo, a magazynować nie ma sensu. Tu wszędzie w wodzie jest świeża ryba. Tymiankowi mieszkańcy Fish Creek po skutecznym wyholowaniu na brzeg
odzyskują więc wolność i wracają z powrotem do swej błękitnoniebieskiej rzeczki.

Następną wędkarską atrakcją koła podbiegunowego był piękny i waleczny pstrąg – Dolly Varden (ang.) Salvelinus matma. Używane nazwy: Dolly Var-den, Buli Char, Samon Rout. Nazwa tej wspaniałej ryby pochodzi z powieści Dickensa, w której opisana jest miss Dolly Varden. Dziewczynka ta była ubrana w zielonkawosrebrną sukieneczkę z różowymi kropeczkami; najprawdopodobniej ktoś złowionego pstrąga porównał z opisem Dickensa i po prostu nazwał go Dolly Varden… Ten rozbójnik północnych wód, potrafi zrobić spustoszenie w miejscach tarłowych łososi zjadając ikrę, a później młody narybek łososi. W pewnych okresach czasu stan Alaska prowadził odłowy w celu zmniejszenia pogłowia tej drapieżnej ryby. Jednak z wędkarskiego punktu widzenia ten drapieżnik to prawdziwa frajda. Walką przypomina pstrąga tęczowego, a raczej jego wędrowną formę o nazwie Stealhead. Tutaj na północy Dolly nie osiąga dużych rozmiarów -najwyżej osiąga masę do 5 kg; większość stanowią sztuki od 1,5 kg do 2,5 kg. Podobnym opisem do Dolly Varden można porównać jego bratanka (Sauelinus alpinus) o nazwie Arctic Char, który występuje też w południowo-zachodniej Alasce, Morzu Beauforta i Oceanie Arktycznym. Ryby tej nie udało się nam złowić podczas pobytu na Alasce. Warto też wspomnieć o wszędobylskim miętusie (Lota lota). Występuje we wszystkich wodach północy, w okresie srogiej zimy jest z powodzeniem łowiony spod lodu.

Koło podbiegunowe żegnamy z satysfakcją. Złowione lipienie, dołki i miętusy to dobry temat do wspomnień i wędkarskich pogawędek. W drodze powrotnej udało nam się zobaczyć z dużej odległości przemierzające pustkowia Arktyki parotysięczne stado reniferów karibu. To znak, że zbliża się arktyczna zima, która jest długa i mroźna, o czym mówi powiedzenie alaskich myśliwych: „Jeśli nie wierzysz w to, że piekło może zamarznąć – to znaczy, że nigdy w zimie nie byłeś w północnej Alasce”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *